Z pamiętnika piekarnika

Gotuję dla przyjemności i relaksu... Poszukuję nowych połączeń smakowych i niestandardowych składników... A czasami idę na łatwiznę, wyłączam logiczne myślenie, robię byle co z byle czego i efekt okazuje się być zaskakująco dobry... Razem z dziewczynkami dużo czasu spędzamy w kuchni, gotujemy, śmiejemy sie, odrabiamy lekcje... Tak, jak dawniej w moim rodzinnym domu, bo kuchnia to serce domu...

Wpisy

  • czwartek, 08 maja 2014
    • Ciasteczka jak digestive

       

      A gdyby tak w domu zrobić coś, co zazwyczaj się kupuje? 

      Plusem domowych wypieków i gotowania jest to, że mamy taniej i zdrowiej niż ze sklepu, pomijam kwestię relaksu w kuchni, bo tak, jak ja nie oglądam sportu, bo mnie nic w tym nie bawi, tak nie wszyscy muszą się relaksować w kuchni...

      Ale nawet Ci, którzy do kuchni zaglądają z "musu", na pewno będą zadowoleni, kiedy po trudach i znojach kuchennych zmagań, zasiądą z kawą przy takim ciasteczku...

       

       

      Ciasteczka jak digestive

       

      

       

       

      1,5 szklanki płatków owsianych

      1 szklanka mąki razowej

      1 łyżeczka proszku do pieczenia

      1/2 szklanki cukru trzcinowego

      100 g masła

      1/3 łyżeczki soli

      4-5 łyżek mleka

      polewa:

      ok. 100 g mlecznej czekolady

      4 łyżki śmietanki 30%

       

      Wszystkie składniki na ciasta wkładamy do robota kuchennego (malaksera) i miksujemy do momentu, aż uzyskamy okruchy, dodajemy po 1 łyżce mleka i w momencie, kiedy ciasto zacznie zacznie przypominać mokry piasek (będzie zbijało się w grudki/kruszonkę) kończymy miksowanie.

      Wyjmujemy z ciasto z misy robota, zagniatamy szybko, formujemy wałek, owijamy folią spożywczą i wkładamy do lodówki na godzinę. Po stwardnieniu łatwiej nam będzie pokroić ciastka.

      Kroimy na grubość 0,4 mm, układamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia i pieczemy około 15-20 minut.

      Studzimy na kratce, wystudzone polewamy polewą.

      Polewa:

      Czekoladę roztapiamy w kapieli wodnej, mieszamy ze śmietanką i jak zgęstnieje, smarujemy nią ciasteczka.

       

      Ciastka przechowujemy w zamkniętym pojemniku. Ja trzymałam je w lodówce, czekolada wówczas tak przyjemnie chrupie.

       

       

       

      Smacznego :-)

       

      Inspiracja

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Ciasteczka jak digestive”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mamajulki080506
      Czas publikacji:
      czwartek, 08 maja 2014 10:03
  • środa, 30 kwietnia 2014
    • Lody sernikowe z polewą czekoladową

      W kuchni lubię kontrasty...

       

      Słodki z odrobiną słonego, mięso w owocowym sosie, warzywa w słodkim cieście...

        

      Lubię zabawę w ciepło-zimno...

       

      Jeśli ktoś nie ma problemów z nadwrażliwością zębów, to zapraszam, a jeśli komuś doskwiera owa dolegliwość, to biegiem do apteki po odpowiednią pastę do zębów, a później po przepis...

       

      Lody sernikowe...

       

      To nic innego jak porządny zamrożony sernik... z dodatkiem skórki cytrynowej, mieszanki kandyzowanych skórek cytrusów i odrobiną rumu...

       

      Bez jajek, bo nie mam przekonania do surowych jaj, zwłaszcza, jak robię coś przeznaczonego również dla dzieci...

       

      Lody sernikowe z polewą czekoladową


       

      

       

      500 g twarogu sernikowego z wiaderka

       

      250 ml mleka skondensowanego niesłodzonego

       

      250 g mleka skondensowanego słodzonego

       

      50 g mieszanki kandyzowanych skórek

       

      50 g mlecznej czekolady startej na tarce

       

      skórka otarta z 1 cytryny

       

      3 łyżki rumu

       

      polewa:

       

      100 g mlecznej czekolady

       

      4 łyżki śmietanki kremówki

       

      2 łyżki rumu

       

      Twaróg miksujemy z mlekiem skondensowanym słodzonym i rumem, dodajemy kandyzowane skórki, skórkę z cytryny, czekoladę i mieszamy dokładnie.

       

      Mleko skondensowane niesłodzone ubijamy mikserem, aż utworzy się z niego apetyczna pianka, dodajemy do masy serowej i mieszamy łyżką.

       

      Masę przelewamy do maszynki do lodów i dalej postępujemy zgodnie z zaleceniem producenta.

       

      Jeśli ktoś nie ma maszynki do lodów, przelewa masę do pojemnika, wkłada do zamrażalnika i po upływie 30 minut wyjmuje, aby zmiksować ją dokładnie. Zapobiegnie to tworzeniu się kryształków lodu w masie.
      Następnie wkłada pojemnik z powrotem do zamrażalnika i po 30 minutach powtarza czynność. Warto to powtórzyć jeszcze 2 razy.

       

      Przed jedzeniem wyjmujemy lody z zamrażalnika, aby nieco zmiękły.

       

      Domowe lody są zdecydowanie twardsze od kupionych w sklepie. Nie zawierają żadnych dodatków poprawiających strukturę i nie są tak bardzo napowietrzone, ale zapewne 100 razy smaczniejsze :-)

       

      Sos:

       

      Czekoladę roztapiamy w kuchence mikrofalowej, mieszamy ze śmietanką i rumem, polewamy nią lody.

       

      Podajemy z kawą Jacobs...

       

      Zimne lody o smaku sernika, gorąca kawa... dla mnie nie ma lepszego połączenia...

       

       

       

      Smacznego :-)

       

      Przepis na chwilę kawowej przyjemności

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Lody sernikowe z polewą czekoladową”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mamajulki080506
      Czas publikacji:
      środa, 30 kwietnia 2014 10:50
  • wtorek, 29 kwietnia 2014
    • Odchudzona panna cotta tymiankowa z malinami i musem truskawkowym

      A teraz coś, dzięki czemu moja kuchnia stanie się bogatsza o dwa sprzęty kuchenne :-)

      Bardzo prosty w przygotowaniu, elegancki i smaczny deser, do przygotowania którego użyłam mrożonych truskawek i malin D'aucy.

      Właściwie nic więcej dodawać nie będę, może oprócz tego, że panna cotta nie zawiera śmietanki kremówki, więc liczy sobie nieco mniej kalorii niż zazwyczaj...

      W sam raz na poprawę humoru podczas deszczowej majówki...

       

      Odchudzona panna cotta tymiankowa z malinami i musem truskawkowym

       

      

       

       panna cotta:

      2 szklanki mleka

       3 łyżki cukru z prawdziwą wanilią (domowy waniliowy)

       6 łyżeczek żelatyny

       1 laska wanilii

       2 gałązki tymianku

       mus truskawkowy:

       200 g mrożonych truskawek D'aucy

       1 galaretka truskawkowa

       dodatkowo:

      200 g malin D'aucy

      1 galaretka malinowa

       

       Mleko zagotowujemy z cukrem, gałązkami tymianku i ziarenkami wanilii, zdejmujemy z ognia, dosypujemy żelatynę i mieszamy do jej rozpuszczenia. Wystudzone mleko przelewamy przez sitko wyłożone gazą i w momencie, kiedy zaczyna tężeć wlewamy do kieliszków, odstawiamy do całkowitego stężenia.

      Galaretkę malinową rozpuszczamy w 500 ml wody, dodajemy do niej mrożone maliny, mieszamy i kiedy zacznie tężeć, wylewamy porcje na mleczną pannę cottę, odstawiamy do całkowitego stężenia.

       Galaretkę truskawkową rozpuszczamy w 1/2 szklanki wody, dodajemy do niej zamrożone truskawki, mieszamy i całość miksujemy blenderem do uzyskania konsystencji musu. Kiedy zacznie tężeć, wylewamy porcje na galaretkę z malinami.

      Podajemy schłodzone, ozdobione listkami tymianku.

       

       

      Smacznego :-)

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „Odchudzona panna cotta tymiankowa z malinami i musem truskawkowym”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mamajulki080506
      Czas publikacji:
      wtorek, 29 kwietnia 2014 10:54
  • poniedziałek, 28 kwietnia 2014
    • Sernik z mango na karmelizowanych orzechach włoskich

       

      Czas tak szybko leci, że mimo iż wciąż coś gotuję, piekę, bo jeść trzeba, fotki robię, bo to lubię, ale  nie mam czasu, aby to opisać...

      Dzisiaj zatem bardzo szybko sernik, który zrobiłam na święta do rodziców. Z mango, z chrupiącymi orzechami na spodzie, kremowy, pyszny...

      Pieczony długo w niższej niż zazwyczaj temperaturze, dzieki czamu ma właściwą konsystencję...

      Mango warto kupić w Biedronce, w żadnym innym sklepie nie udało mi się kupić tak dojrzałego, smaczngo, żółtego owocu. Miąższ idealnie odchodzi od pestki, dzięki czemu niewiele tracimy z całego owocu.

      Bardzo polecam...

       

      Sernik z mango na karmelizowanych orzechach włoskich

       

       

       

      Spód:

      200 g orzechów włoskich

      4 łyżki cukru brązowego

      

      Masa:

      1 kg twarogu sernikowego z wiaderka

      250 g mascarpone

      5 jaj

      1 szklanka cukru

      4 łyżki mąki ziemniaczanej

      ziarenka z 1 laski wanilii

      1 szklanka puree z mango (zmiksowany i przetarty przez sito miąższ z mango)

       

      Wierzch:

      300 g jogurtu greckiego

      3 łyżki cukru pudru

       

      Orzechy podpiekamy na suchej patelni, zdejmujemy. Na patelnię dodajemy cukier, w momencie jak się rozpuści dodajemy orzechy, dokładnie mieszamy i wykładamy na tortownicę o średnicy 26 cm wyłożoną papierem do pieczenia. Odstawiamy do wystudzenia.

      W tym czasie przygotowujemy masę.

      Oba rodzaje sera miksujemy, dodajmy cukier, wanilię i mąkę, miksujemy ponownie, dodajemy po jednym jajku, po każdym miksując tylko do połączenia się składników. Dodajemy puree z mango i mieszamy całość łyżką. Nie musi być bardzo dokładnie.

      Masę wlewamy na spód z orzechów, wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 170 st.C. Po 20 minutach zmniejszamy temperaturę do 120 st.C i pieczemy jeszcze 55 minut.

      Po tym czasie sernik wyjmujemy z piekarnika, na wierzchu rozprowadzamy jogurt wymieszany z cukrem pudrem, wstawiamy do piekarnika ponownie i dopiekamy jeszcze 15 minut.

      Studzimy w lekko uchylonym piekarniku. Po całkowitym wystudzeniu wstawiamy do lodówki na całą noc.

       

       

       

       

       

       Smacznego :-)

       

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mamajulki080506
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 28 kwietnia 2014 09:54
  • środa, 16 kwietnia 2014
    • Cynamonowa baba drożdżowa- brioszka

      Fantastyczne maślane ciasto drożdżowe, które długo zachowuje świeżość. Cała praca nad ciastem wymaga jedynie miksera i cierpliwości. W zamian otrzymujemy przepyszną babkę, której nikt się nie oprze.

       

       

      Cynamonowa baba drożdżowa- brioszka

      

       

       

      100 ml ciepłego mleka

      7 g suszonych drożdży

      6 łyżek cukru

      1/2 łyżeczki soli

      3 jaja

      2,25 szklanki mąki pszennej

      380 g miękkiego masła

       

      dodatkowo:

      1/2 szklanki cukru

      2 łyżki cynamonu

       

      Do naczynia z ciepłym mlekiem dodajemy pozostałe składniki oprócz masła i miksujemy około 5 minut mikserem zaopatrzonym w haki do ciasta drożdżowego. Następnie dodajemy miękkie masło i ponownie miksujemy 5 minut. Ciasto powinno być gładkie i odchodzić od ścianek naczynia.

      Naczynie przykrywamy folią do żywności i wstawiamy na noc do lodówki.

      Formę do babki (moja o pojemności 3 litry) smarujemy masłem i wysypujemy bułką tartą.

      Cukier mieszamy z cynamonem.

      Ciasto wyjmujemy z lodówki, wykładamy na blat posypany delikatnie maką, formujemy wałek i dzielimy go na 24 części. Dłonie natłuszczamy olejem, z każdej części ciasta formujemy kulkę i obtaczamy ją w cynamonowym cukrze. Kulki wkładamy do foremki, którą przykrywamy ściereczką i odstawiamy ciasto do wyrośnięcia na około 2,5 godziny.

      Formę z ciastem wstawiłam do piekarnika nastawionego na funkcję wyrastania - 30 st.C. Ciasto powinno potroić swoją poczatkową objętość. Dla porównania "przed" i "po" zerknijcie na poniższe zdjęcie.

       

       

       Babkę pieczemy w piekarniku nagrzanym do 175 st.C (grzanie góra+dół, bez termoobiegu) przez 20 minut.

      Wyjmujemy z piekarnika, wyjmujemy z formy, studzimy na kratce i posypujemy cukrem pudrem. Można polukrować, ale tym razem na prośbę Julki, babka była tylko z cukrem pudrem.

       

       

       

      Smacznego :-)

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Cynamonowa baba drożdżowa- brioszka”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mamajulki080506
      Czas publikacji:
      środa, 16 kwietnia 2014 08:43
  • wtorek, 15 kwietnia 2014
    • Cytrynowe babeczki do koszyczka

      Małe urocze babeczki, które wg Julki powinny mieć polewę czekoladową zamist lukru i byłyby wówczas przepyszne...

      Słodko kwaśne, aromatyczne, mięciutkie dzięki zawartości serka w cieście. W ciągu tygodnia robiłam je 2 razy, z czego pierwszy raz nie zdążyłam zrobić zdjęć, co chyba sie jeszcze nie zdarzyło... Ale to tylko świadczy o tym, jak smaczne są te małe cudeńka...

      Z podanej porcji zrobiłam 6 małych babeczek i jedną standardową, w formie o pojemności 2 litry.

       

      Cytrynowe babeczki do koszyczka

      

       

      

       

      2,5 szklanki mąki pszennej

      1 łyżeczka proszku do pieczenia

      1 łyżeczka sody oczyszczonej

      1/2 łyżeczki soli

      5 jajek

      1 szklanka cukru

      100 g rozpuszczonego masła

      200 g sera ricotta (może być też dowolny serek naturalny, ale nie homogenizowany)

      1 pomarańcza

      1 cytryna

      1 limonka

       

      dodatkowo na lukier:

      3/4 szklanki cukru pudru

      sok z 1 cytryny

       

      lub na polewę czekoladową:

      100 g mlecznej czekolady

      50 ml śmietanki 30%

       

      Mąkę mieszamy z proszkiem do pieczenia, sola, sodą.

      Pomarańczę, limonkę i cytrynę dokładnie myjemy, ścieramy z nich skórki i wyciskamy sok.

      W oddzielnym naczyniu miksujemy krótko ser, rozpuszczone masło, sok wyciśnięty z owoców i otarte skórki.

      Jaja ubijamy z cukrem do białości, dodajemy na przemian składniki sypkie i mokre, miksujemy do połączenia się składników.

      Mase przelewamy do formy wysmarowanej masłem i wysypanej bułką tartą lub do formy siliconowej.

      Wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 170 st.C.

      Dużą babkę pieczemy około 45-55 minut (sprawdzamy patyczkiem, czy jest upieczona)

      Małe babeczki pieczemy 20 minut.

       

      Cukier puder ucieramy z sokiem z cytryny i polewamy nim wystudzoną babkę oraz babeczki.

       

       

       

       

      

       

      Smacznego :-)

       

      Inspiracja

       

       

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Cytrynowe babeczki do koszyczka”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mamajulki080506
      Czas publikacji:
      wtorek, 15 kwietnia 2014 21:55
  • czwartek, 03 kwietnia 2014
    • Krem chrzanowy z pieczonymi ziemniakami z boczkiem oraz jajkiem sadzonym

      Kolejny przepis, w którym jajko jest jak wisienka na torcie...

      W dzieciństwie nie lubiłam chrzanu. Pamiętam okres przed Wielkanocą, kiedy mama wykopywała w ogrodzie naszym lub sąsiadów korzenie chrzanu, szorowała, obierała, a potem tarła... ona albo tata (wiadomo, że mężczyźni nie ryczą tak szybko jak baby) i koniecznie na podwórku, bo inaczej cała rodzina łzy by wylewała...

      Potem następował proces zakwaszania tego, co zostało starte (koniecznie na tarce o drobnych oczkach), żeby nie ściemniało... Potem część była upychana do słoiczków w wersji RAW - taka modna nazwa na to, co występuje w postaci nieprzetworzonej, ale też format zdjęć, czyli wersja BEZ NICZEGO taka, której uzywał tylko tata, bo nikt inny nie był na tyle odważny... a część była mieszana z żółtkami, chyba śmietaną (wstyd przyznać ,ale nie mam pojęcia, co tam dokąłdnie lądowało), było doprawiane i smakowane z tymi częściami jajek, które pozostały po chrzanowej robocie, czyli białkami...

      Ja zazwyczaj wyjadałam tylko ugotowane białka, bo w tamtych czasach żółtek też nie lubiłam (jakieś suche mi się wydawały...).

      Wszystko to zajmowało całe popołudnie, a osoba, która tarła chrzan na podwórku wracała do domu zazwyczaj zmarznięta, z piekielnie czerowny z imna dłońmi i miała dość tego całego "chrzanienia"... przynajmniej do kolejnej Wielkanocy...

      I ja się dziwiłam... Po co to wszystko?

      Ano po to, żeby podczas śniadania wielkanocnego władować do żurku całą łychę chrzanu, żeby smarować kanapki z domową szynką chrzanem itp, itd...

      Po co o tym wspominam?

      Ano, dlatego, że sama się dziwię, jak bardzo z wiekiem zmieniają się smaki...

      Dzisiaj jadam buraki, których nie lubiłam, jadam jajka nie wyrzucając z nich żółtka, jem potrawy przyprawione chrzanem i nawet się nimi zachwycam...

      Starość widać ma też swoje dobre strony ;-)

      Po tym nieco przydługim wstępie, czas na meritum.

      Zupa chrzanowa, zmiksowana na krem, zagęszczona kaszą jaglaną (w zupie jej nie czuć, można zastąpić ją ugotowanym ziemniakiem, ale fajnie jest przemycić coś zdrowego przy okazji), podana z super chrupiącymi kawałkami ziemniaków podsmażonych na boczku oraz z sadzonym jajkiem...

      Jeśli ktoś nie lubi chrzanu, bardzo łatwo może krem chrzanowy zastąpić np. żurkiem (bez chrzanu), albo nawet kremem z buraczków, czy też ze szczawiu... Oczywiście całość będzie inna, ale dodatki sprawdzą się w tych zupach doskonale...

       

      Krem chrzanowy z pieczonymi ziemniakami z boczkiem oraz jajkiem sadzonym

       

       

       

      krem chrzanowy:

      1 litr bulionu warzywnego (może być z kostki)

      1 łyżka oleju rzepakowego (może być też masło klarowane)

      1 pietruszka

      kawałek selera

      1/2 białej części pory

      1 kieliszek białego wina

      1 ząbek czosnku

      4 łyżki ugotowanej kaszy jaglanej

      1 łyżka chrzanu (ze słoiczka, najlepszy taki bez dodatków, nie ma to być krem chrzanowy)

      1 żółtko z jaja Farmio

      100 ml śmietanki 30%

      sól

      pieprz

      sok z cytryny

       

      pieczone ziemniaki z boczkiem:

      3 duże ziemniaki

      100 g wędzonego boczku

      świeży tymianek

       

      dodatkowo:

      6 jaj Farmio

      świeży tymianek do przybrania

      1 łyżka oleju do smażenia jajek i ziemniaków

       

      W garnku z grubym dnem (takim, do którego nie przywiera) rozgrzewamy olej, dodajemy pokrojoną w kostkę pietruszkę, ząbek czosnku i seler oraz plasterki pory. Jeśli zamierzamy dodać ziemniaki zamiast kaszy jaglanej, to w tym momencie dodajemy je pokrojone w kostkę i podsmażamy razem z włoszczyzną.

      Po chwili warzywa podlewamy winem, pozwalamy mu odparować i wlewamy bulion, gotujemy do miękkości, dodajemy kaszę jaglaną, śmietankę, chrzan i miksujemy blenderem na gładki krem. Doprawiamy do smaku solą, pieprzem i sokiem z cytryny. Dodajemy żółtko i dokładnie mieszamy zupę, nie gotując już jej.

      Ziemniaki obieramy, kroimy w kostkę, wrzucamy do wrzątku i gotujemy ok. 10 minut, odcedzamy.

      Na patelni rozgrzewamy odrobinę oleju, dodajemy pokrojony w kostkę boczek i smażymy do ulubionej chrupkości. Pod koniec smażenia dodajemy podgotowane ziemniaki i kontynuujemy smażenie do momentu, aż ziemniaki będą miały złoty kolor i chrupiącą skórkę. Na dużym ogniu zajmie to kilka minut. Należy pamiętać o częstym mieszaniu zawartości patelni.

      Doprawiamy do smaku sola, pieprzem i tymiankiem.

      Na czystej patelni ponownie rozgrzewamy odrobinę oleju i smażymy jajka sadzone tak, aby żółtko pozostało płynne (chyba, ze lubimy inaczej, to wówczas smażymy tak, aby nam smakowało, w końcu to jest najważniejsze, a nie jakieś zasady smażenia tego, czy innego produktu).

      Krem chrzanowy podajemy ze smażonymi ziemniakami z boczkiem i sadzonym jajkiem.

       

       

      Smacznego :-)

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mamajulki080506
      Czas publikacji:
      czwartek, 03 kwietnia 2014 21:32
  • środa, 02 kwietnia 2014
    • Babeczka z roszponką, orzechami i jajkiem w koszulce

      Jajka w nieco innej niż zazwyczaj postaci... 

      Zdecydowanie ciekawsze od goszczącej u nas co niedziela rano jajecznicy na boczku (M. i dzieci przepadają za nią), przygotowywanej tradycyjnie przez tatę...

      - Wiesz mamusiu, tata robi lepszą niż Ty... 

      - A nie ma problemu córeczko, poproś tatusia :-)

      Ha, takim oto sposobem niedzielny poranek mam wolny od kuchni. Nie, żebym nie lubiła w kuchni przygotowywać jedzenia, bloga bym przecież nie prowadziła, ale robienie cały czas tej samej jajecznicy, tak samo lekko wysmażonej i koniecznie na tym samym, tak samo podpieczonym boczku nie jest jakimś mega wyzwaniem kulinarnym... A może tak, bo zachować tę samą jakość czasami jest problemem (stabilność procesu i powtarzalność parametrów krytycznych produktu, jak to się ładnie nazywa w pracy) 

      Ale konkurs: "Wielkanoc z jajkiem Farmio", który ogłosiła Kasia na swoim blogu, sprawiło, że do jajka podeszłam z większym zainteresowaniem...

      No to czas na moją propozycję.

      Krucha, wytrawna babeczka (możecie ich przygotować więcej i wykorzystać do innego nadzienia), do tego podsmażona z czosnkiem roszponka, z dodatkiem suszonych pomidorów i orzechów włoskich, podana z jajkiem w koszulce...

      Niby nic nadzwyczajnego, ale fajnie wyglądające i pyszne...

       

      Babeczka z roszponką, orzechami i jajkiem w koszulce

       

       

       

      kruche ciasto:

      100 g mąki pszennej

      40 g masła

      1 żółtko Farmio

      sól

      świeży tymianek

       

      nadzienie:

      1 łyżka oliwy

      125 g roszponki

      1 duży ząbek czosnku

      5 sztuk suszonych pomidorów z oliwy

      3 łyżki posiekanych orzechów włoskich

      5 dużych jaj Farmio

      sól

      pieprz czarny

      1 łyżka octu

       

       

      Wyjmujemy z piekarnika, delikatnie wyjmujemy z foremek i studzimy.

      Wszystkie składniki na babeczki wkładamy do robota kuchennego i siekamy do momentu, aż ciasto zacznie przypominać mokry piasek, wyjmujemy na blat i szybko zagniatamy całość w kulę, zawijamy w folię i wkładamy do lodówki na 1 godzinę.

      Ciastem wylepiamy cienko foremki do babeczek, pieczemy w piekarniku nagrzanym do 180 st.C około 15 minut, aż się zarumienią.

       

      Studzimy.

       

      Na oleju podsmażamy czosnek, dodajemy roszponkę, a następnie posiekane suszone pomidory i orzechy. Mieszamy, doprawiamy solą i pieprzem do smaku.

      Układamy porcjami na wystudzonych babeczkach.

      W garnku zagotowujemy wodę z octem. Jajka wbijamy pojedynczo do miseczki i delikatnie zsuwamy do gotującej się wody, gotujemy około 2 minut, po czym wyławiamy łyżką cedzakową i układamy na babeczce. Podajemy natychmiast po przygotowaniu, chociaż na zimno smakują również dobrze.

      Jaja gotujemy w garnku pojedynczo. Gotowałam w tej samej wodzie, za każdym razem przed wrzuceniem jajka doprowadzając ją do wrzenia...


       

       

      Smacznego :-)


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mamajulki080506
      Czas publikacji:
      środa, 02 kwietnia 2014 12:56
  • wtorek, 01 kwietnia 2014
    • BlogerChef wspomnienie i przepis na dorsza

       

      No i po ptakach, jak mówią niektórzy...

       

      Wczoraj zakończono przyjmowanie zgłoszeń do ostatniego półfinałowego etapu konkursu BlogerChef.

      W ubiegłym roku opisywałam Wam moje przeżycia z gotowania w III Półfinale I Edycji tego konkursu, jeśli chcecie sobie przypomnieć, jak to było widziane moimi oczami, to zajrzyjcie

      Tym którzy śledzą to, o czym piszę na FB, nie muszę mówić, że  w tym roku wzięłam udział w kolejnej edycji konkursu BlogerChef.

      Może dobre przepisy, może łut szczęścia, a może łaska z góry lub wszystko razem sprawiły, że jeden ze styczniowych weekendów spędziliśmy z M. w  Hotelu Szafran**** w Czeladzi k. Katowic na I edycji BlogerChef2.

      Skoro zdecydowałam się wziąć udział nie muszę chyba opowiadać, jak bardzo mi się podobało. I nawet nie przerażała mnie podróż z Piły do (prawie)Katowic, mimo, że M. trochę marudził, że daleko... Ale faktem jest, że z Piły mamy wszędzie daleko, więc przez 9 lat mieszkania w tym mieście powinniśmy już do tego przywyknąć. 

      Żeby nie zanudzać Was opowieściami okraszonymi "ochami" i "achami", jak to fajnie było, zapraszam na film, z pierwszego półfinałowego gotowania II edycji BlogerChef.

      Filmów jest całe mnóstwo, więc zróbcie sobie kawę i weźcie kawałek dobrego ciasta, usiądźcie wygodnie i rozpocznijcie oglądanie...

      Fantastyczna kolacja w piątkowy wieczór, sobotnie gotowanie na żywo i ogłoszenie wyników, potem pokaz kuchni śląskiej...  Emocje i jeszcze raz emocje... pozytywne... bardzo pozytywne... takie, które zostawiają chęć na więcej...

      Jak zwykle wróciliśmy do domu obładowani (dosłownie!) prezentami od sponsorów.

      Szafka z przyprawami została zapełniona przyprawami Appetita, obok znalazły się słoiczki pełne pyszności od Ole! , trochę dalej upchnęłam paczuszki pełne bakalii od Bakalland, na szafce stanęły pojemiczki do octu i przypraw z logo Fit&Easy

      Cały dom lśni wypucowany środkami marki Kenolux...

      Przesadziłam chyba trochę z tym "lśni", jest to chwilowy efekt tylko, natychmiast niweczony przez dzieci...  faktem natomiast jest, że te środki bardzo pomagają w utrzymaniu czystości w mieszkaniu...

      Ania przywłaszczyła sobie kocyk podarowany wraz z poszewkami na poduszki przez Home&You tak miły, że przestała spać na poduszce i sypia obecnie na złożonym kocyku, który codziennie wieczorem musimy składać od nowa, bo coś "się zepsuło" w nim rano...

      To tak w telegraficznym skrócie, bez zasypywania zdjęciami, których całą masę znajdziecie na stronie BlogerChef

       I skuszona nagrodami wysłałam raz jeszcze swoje zgłoszenie. 

      Poniżej przepis na danie główne, którego składnikiem są produkty marki  Fit&Easy.

       

      Dorsz w kokosowej panierce z orzechami podany z sałatką z sosem z rukoli z dodatkiem kasz i soczewicy Beluga

       

       

       

       

      4 filety z dorsza, każdy o wadze około 100 g
      sok z 1/2 cytryny
      sól
      pieprz czarny

      do panierowania:
      2 łyżki bułki tartej
      2 łyżki wiórków kokosowych Bakalland
      2 łyżki mielonych orzechów włoskich Bakalland
      2 jaja
      2 łyżki mąki

      sałatka:
      1 melon Galia
      1 dojrzałe mango
      1 granat
      1/2 długiego ogórka
      garść roszponki Fit&Easy

      sos z rukolą:
      3 łyżki oliwy
      50 g rukoli Fit&Easy
      1-2 łyżeczki miodu
      2 łyżki musztardy Francuskiej
      1 łyżka octu z jabłek
      sól
      pieprz czarny

      dodatkowo:
      3/4 szklanki ugotowanej kaszy jaglanej
      1 szklanka ugotowanej kaszy quinoa
      3/4 szklanki ugotowanej soczewicy Beluga
      sól
      oliwa

       

       

       

      Filety z dorsza myjemy, osuszamy papierowym ręcznikiem, skrapiamy sokiem z cytryny, doprawiamy sola, pieprzem i odstawiamy na min. 30 minut.
      Sos z rukoli:
      Wszystkie składniki wkładamy do pojemnika blendera i dokładnie miksujemy do  uzyskania kremowej konsystencji.
      Sałatka:
      Z granatu wyjmujemy nasiona. Mango obieramy i miąższ odcinamy od pestki, kroimy go w kostkę. Z melona wycinamy kulki za pomocą specjalnej 'łyżeczki". Ogórka obieramy i kroimy w kostkę.
      Składniki sałatki mieszamy z połową sosu z rukoli i odstawiamy do schłodzenia.
      Kaszę jaglaną, soczewicę i quinoa gotujemy, ale uważamy, aby ich nie rozgotować.
      Mieszamy i trzymamy w cieple.
      W jednej miseczce mieszamy jajka z solą i pieprzem, a w drugiej bułkę tartą, wiórki kokosowe i orzechy mielone.
      Każdy kawałek dorsza obtaczamy w mące, jajku i panierce.
       Obsmażamy ze wszystkich stron na patelni na łyżce oleju i wkładamy do piekarnika nagrzanego do 180 stC. na 6-7 minut, w zależności od grubości filetu.
      Na talerzu robimy babeczkę z mieszanki "kasz" (mają być ciepłe, najlepiej gorące), dokoła rozkładamy zimną sałatkę, robimy "mazy" z sosu z rukoli i kładziemy porcję ryby.
      Podajemy ozdobione roszponką.

       

       

       

      Smacznego :-)

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mamajulki080506
      Czas publikacji:
      wtorek, 01 kwietnia 2014 13:01
  • piątek, 28 marca 2014
    • Jajecznica na bogato

      Takie śniadanie, które przygotowuje się tyle, ile trwa wypicie przez dzieci porannego kakao, a w dodatku można je wziąć ze sobą w garść i zjeść w pracy, jak nam w domu czasu brakuje...

      Szybkie, smaczne i zachęcająco wyglądające. Do tego szklanka soku, np. pomidorowego Tymbark i można pracować...

       

      Jajecznica na bogato

       

       

      1 croissant

      2 jaja

      1/2 łyżeczki masła klarowanego

      2 plasterki szynki szwardzwaldzkiej

      4 pomidorki koktailowe

      1 łyżka szczypiorku

      pół garści roszponki

      1 plaster sera żółtego o mocnym, wyraźnym smaku

      sól

      pieprz czarny

       

      Croissanta kroimy w poprzek na pół.

      Na suchej patelni podsmażamy szynkę szwardzwaldzką, aż stanie się chrupiąca.

      Na drugiej patelni rozgrzewamy masło, dodajemy pokrojone na pół pomidorki, a po chwili wlewamy wymieszane z solą i pieprzem jajka, smażymy do momentu, aż się zetną, ale nie za długo, aby nie stały się suche.

      Na croissancie układamy plaster sera żółtego, następnie usmażone plasterki szynki, jajecznicę, posypujemy szczypiorkiem i dodajemy roszponkę. Przykrywamy drugim kawałkiem rogalika i zajadamy.

      Równie smaczne na zimno, bo taką wersję jadłam w pracy.

       

       

      Smacznego :-)

       

       

      Śniadanie TYMBARK

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Jajecznica na bogato”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mamajulki080506
      Czas publikacji:
      piątek, 28 marca 2014 11:42

Kalendarz

Marzec 2015

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          

Wyszukiwarka

Autorzy

Zakładki

  • Ulubione

Kanał informacyjny

kontakt: mamajulki080506@gazeta.pl agnieszka.czapska-pruszak@wp.pl Agnieszka Czapska-Pruszak ul. Prusa 24A/1 64-920 Piła tel. 664 426 446 Durszlak.pl Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów
zBLOGowani.pl
Odszukaj.com - przepisy kulinarne