Z pamiętnika piekarnika

Gotuję dla przyjemności i relaksu... Poszukuję nowych połączeń smakowych i niestandardowych składników... A czasami idę na łatwiznę, wyłączam logiczne myślenie, robię byle co z byle czego i efekt okazuje się być zaskakująco dobry... Razem z dziewczynkami dużo czasu spędzamy w kuchni, gotujemy, śmiejemy sie, odrabiamy lekcje... Tak, jak dawniej w moim rodzinnym domu, bo kuchnia to serce domu...

Wpisy

  • czwartek, 03 kwietnia 2014
    • Krem chrzanowy z pieczonymi ziemniakami z boczkiem oraz jajkiem sadzonym

      Kolejny przepis, w którym jajko jest jak wisienka na torcie...

      W dzieciństwie nie lubiłam chrzanu. Pamiętam okres przed Wielkanocą, kiedy mama wykopywała w ogrodzie naszym lub sąsiadów korzenie chrzanu, szorowała, obierała, a potem tarła... ona albo tata (wiadomo, że mężczyźni nie ryczą tak szybko jak baby) i koniecznie na podwórku, bo inaczej cała rodzina łzy by wylewała...

      Potem następował proces zakwaszania tego, co zostało starte (koniecznie na tarce o drobnych oczkach), żeby nie ściemniało... Potem część była upychana do słoiczków w wersji RAW - taka modna nazwa na to, co występuje w postaci nieprzetworzonej, ale też format zdjęć, czyli wersja BEZ NICZEGO taka, której uzywał tylko tata, bo nikt inny nie był na tyle odważny... a część była mieszana z żółtkami, chyba śmietaną (wstyd przyznać ,ale nie mam pojęcia, co tam dokąłdnie lądowało), było doprawiane i smakowane z tymi częściami jajek, które pozostały po chrzanowej robocie, czyli białkami...

      Ja zazwyczaj wyjadałam tylko ugotowane białka, bo w tamtych czasach żółtek też nie lubiłam (jakieś suche mi się wydawały...).

      Wszystko to zajmowało całe popołudnie, a osoba, która tarła chrzan na podwórku wracała do domu zazwyczaj zmarznięta, z piekielnie czerowny z imna dłońmi i miała dość tego całego "chrzanienia"... przynajmniej do kolejnej Wielkanocy...

      I ja się dziwiłam... Po co to wszystko?

      Ano po to, żeby podczas śniadania wielkanocnego władować do żurku całą łychę chrzanu, żeby smarować kanapki z domową szynką chrzanem itp, itd...

      Po co o tym wspominam?

      Ano, dlatego, że sama się dziwię, jak bardzo z wiekiem zmieniają się smaki...

      Dzisiaj jadam buraki, których nie lubiłam, jadam jajka nie wyrzucając z nich żółtka, jem potrawy przyprawione chrzanem i nawet się nimi zachwycam...

      Starość widać ma też swoje dobre strony ;-)

      Po tym nieco przydługim wstępie, czas na meritum.

      Zupa chrzanowa, zmiksowana na krem, zagęszczona kaszą jaglaną (w zupie jej nie czuć, można zastąpić ją ugotowanym ziemniakiem, ale fajnie jest przemycić coś zdrowego przy okazji), podana z super chrupiącymi kawałkami ziemniaków podsmażonych na boczku oraz z sadzonym jajkiem...

      Jeśli ktoś nie lubi chrzanu, bardzo łatwo może krem chrzanowy zastąpić np. żurkiem (bez chrzanu), albo nawet kremem z buraczków, czy też ze szczawiu... Oczywiście całość będzie inna, ale dodatki sprawdzą się w tych zupach doskonale...

       

      Krem chrzanowy z pieczonymi ziemniakami z boczkiem oraz jajkiem sadzonym

       

       

       

      krem chrzanowy:

      1 litr bulionu warzywnego (może być z kostki)

      1 łyżka oleju rzepakowego (może być też masło klarowane)

      1 pietruszka

      kawałek selera

      1/2 białej części pory

      1 kieliszek białego wina

      1 ząbek czosnku

      4 łyżki ugotowanej kaszy jaglanej

      1 łyżka chrzanu (ze słoiczka, najlepszy taki bez dodatków, nie ma to być krem chrzanowy)

      1 żółtko z jaja Farmio

      100 ml śmietanki 30%

      sól

      pieprz

      sok z cytryny

       

      pieczone ziemniaki z boczkiem:

      3 duże ziemniaki

      100 g wędzonego boczku

      świeży tymianek

       

      dodatkowo:

      6 jaj Farmio

      świeży tymianek do przybrania

      1 łyżka oleju do smażenia jajek i ziemniaków

       

      W garnku z grubym dnem (takim, do którego nie przywiera) rozgrzewamy olej, dodajemy pokrojoną w kostkę pietruszkę, ząbek czosnku i seler oraz plasterki pory. Jeśli zamierzamy dodać ziemniaki zamiast kaszy jaglanej, to w tym momencie dodajemy je pokrojone w kostkę i podsmażamy razem z włoszczyzną.

      Po chwili warzywa podlewamy winem, pozwalamy mu odparować i wlewamy bulion, gotujemy do miękkości, dodajemy kaszę jaglaną, śmietankę, chrzan i miksujemy blenderem na gładki krem. Doprawiamy do smaku solą, pieprzem i sokiem z cytryny. Dodajemy żółtko i dokładnie mieszamy zupę, nie gotując już jej.

      Ziemniaki obieramy, kroimy w kostkę, wrzucamy do wrzątku i gotujemy ok. 10 minut, odcedzamy.

      Na patelni rozgrzewamy odrobinę oleju, dodajemy pokrojony w kostkę boczek i smażymy do ulubionej chrupkości. Pod koniec smażenia dodajemy podgotowane ziemniaki i kontynuujemy smażenie do momentu, aż ziemniaki będą miały złoty kolor i chrupiącą skórkę. Na dużym ogniu zajmie to kilka minut. Należy pamiętać o częstym mieszaniu zawartości patelni.

      Doprawiamy do smaku sola, pieprzem i tymiankiem.

      Na czystej patelni ponownie rozgrzewamy odrobinę oleju i smażymy jajka sadzone tak, aby żółtko pozostało płynne (chyba, ze lubimy inaczej, to wówczas smażymy tak, aby nam smakowało, w końcu to jest najważniejsze, a nie jakieś zasady smażenia tego, czy innego produktu).

      Krem chrzanowy podajemy ze smażonymi ziemniakami z boczkiem i sadzonym jajkiem.

       

       

      Smacznego :-)

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mamajulki080506
      Czas publikacji:
      czwartek, 03 kwietnia 2014 21:32
  • środa, 02 kwietnia 2014
    • Babeczka z roszponką, orzechami i jajkiem w koszulce

      Jajka w nieco innej niż zazwyczaj postaci... 

      Zdecydowanie ciekawsze od goszczącej u nas co niedziela rano jajecznicy na boczku (M. i dzieci przepadają za nią), przygotowywanej tradycyjnie przez tatę...

      - Wiesz mamusiu, tata robi lepszą niż Ty... 

      - A nie ma problemu córeczko, poproś tatusia :-)

      Ha, takim oto sposobem niedzielny poranek mam wolny od kuchni. Nie, żebym nie lubiła w kuchni przygotowywać jedzenia, bloga bym przecież nie prowadziła, ale robienie cały czas tej samej jajecznicy, tak samo lekko wysmażonej i koniecznie na tym samym, tak samo podpieczonym boczku nie jest jakimś mega wyzwaniem kulinarnym... A może tak, bo zachować tę samą jakość czasami jest problemem (stabilność procesu i powtarzalność parametrów krytycznych produktu, jak to się ładnie nazywa w pracy) 

      Ale konkurs: "Wielkanoc z jajkiem Farmio", który ogłosiła Kasia na swoim blogu, sprawiło, że do jajka podeszłam z większym zainteresowaniem...

      No to czas na moją propozycję.

      Krucha, wytrawna babeczka (możecie ich przygotować więcej i wykorzystać do innego nadzienia), do tego podsmażona z czosnkiem roszponka, z dodatkiem suszonych pomidorów i orzechów włoskich, podana z jajkiem w koszulce...

      Niby nic nadzwyczajnego, ale fajnie wyglądające i pyszne...

       

      Babeczka z roszponką, orzechami i jajkiem w koszulce

       

       

       

      kruche ciasto:

      100 g mąki pszennej

      40 g masła

      1 żółtko Farmio

      sól

      świeży tymianek

       

      nadzienie:

      1 łyżka oliwy

      125 g roszponki

      1 duży ząbek czosnku

      5 sztuk suszonych pomidorów z oliwy

      3 łyżki posiekanych orzechów włoskich

      5 dużych jaj Farmio

      sól

      pieprz czarny

      1 łyżka octu

       

       

      Wyjmujemy z piekarnika, delikatnie wyjmujemy z foremek i studzimy.

      Wszystkie składniki na babeczki wkładamy do robota kuchennego i siekamy do momentu, aż ciasto zacznie przypominać mokry piasek, wyjmujemy na blat i szybko zagniatamy całość w kulę, zawijamy w folię i wkładamy do lodówki na 1 godzinę.

      Ciastem wylepiamy cienko foremki do babeczek, pieczemy w piekarniku nagrzanym do 180 st.C około 15 minut, aż się zarumienią.

       

      Studzimy.

       

      Na oleju podsmażamy czosnek, dodajemy roszponkę, a następnie posiekane suszone pomidory i orzechy. Mieszamy, doprawiamy solą i pieprzem do smaku.

      Układamy porcjami na wystudzonych babeczkach.

      W garnku zagotowujemy wodę z octem. Jajka wbijamy pojedynczo do miseczki i delikatnie zsuwamy do gotującej się wody, gotujemy około 2 minut, po czym wyławiamy łyżką cedzakową i układamy na babeczce. Podajemy natychmiast po przygotowaniu, chociaż na zimno smakują również dobrze.

      Jaja gotujemy w garnku pojedynczo. Gotowałam w tej samej wodzie, za każdym razem przed wrzuceniem jajka doprowadzając ją do wrzenia...


       

       

      Smacznego :-)


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mamajulki080506
      Czas publikacji:
      środa, 02 kwietnia 2014 12:56
  • wtorek, 01 kwietnia 2014
    • BlogerChef wspomnienie i przepis na dorsza

       

      No i po ptakach, jak mówią niektórzy...

       

      Wczoraj zakończono przyjmowanie zgłoszeń do ostatniego półfinałowego etapu konkursu BlogerChef.

      W ubiegłym roku opisywałam Wam moje przeżycia z gotowania w III Półfinale I Edycji tego konkursu, jeśli chcecie sobie przypomnieć, jak to było widziane moimi oczami, to zajrzyjcie

      Tym którzy śledzą to, o czym piszę na FB, nie muszę mówić, że  w tym roku wzięłam udział w kolejnej edycji konkursu BlogerChef.

      Może dobre przepisy, może łut szczęścia, a może łaska z góry lub wszystko razem sprawiły, że jeden ze styczniowych weekendów spędziliśmy z M. w  Hotelu Szafran**** w Czeladzi k. Katowic na I edycji BlogerChef2.

      Skoro zdecydowałam się wziąć udział nie muszę chyba opowiadać, jak bardzo mi się podobało. I nawet nie przerażała mnie podróż z Piły do (prawie)Katowic, mimo, że M. trochę marudził, że daleko... Ale faktem jest, że z Piły mamy wszędzie daleko, więc przez 9 lat mieszkania w tym mieście powinniśmy już do tego przywyknąć. 

      Żeby nie zanudzać Was opowieściami okraszonymi "ochami" i "achami", jak to fajnie było, zapraszam na film, z pierwszego półfinałowego gotowania II edycji BlogerChef.

      Filmów jest całe mnóstwo, więc zróbcie sobie kawę i weźcie kawałek dobrego ciasta, usiądźcie wygodnie i rozpocznijcie oglądanie...

      Fantastyczna kolacja w piątkowy wieczór, sobotnie gotowanie na żywo i ogłoszenie wyników, potem pokaz kuchni śląskiej...  Emocje i jeszcze raz emocje... pozytywne... bardzo pozytywne... takie, które zostawiają chęć na więcej...

      Jak zwykle wróciliśmy do domu obładowani (dosłownie!) prezentami od sponsorów.

      Szafka z przyprawami została zapełniona przyprawami Appetita, obok znalazły się słoiczki pełne pyszności od Ole! , trochę dalej upchnęłam paczuszki pełne bakalii od Bakalland, na szafce stanęły pojemiczki do octu i przypraw z logo Fit&Easy

      Cały dom lśni wypucowany środkami marki Kenolux...

      Przesadziłam chyba trochę z tym "lśni", jest to chwilowy efekt tylko, natychmiast niweczony przez dzieci...  faktem natomiast jest, że te środki bardzo pomagają w utrzymaniu czystości w mieszkaniu...

      Ania przywłaszczyła sobie kocyk podarowany wraz z poszewkami na poduszki przez Home&You tak miły, że przestała spać na poduszce i sypia obecnie na złożonym kocyku, który codziennie wieczorem musimy składać od nowa, bo coś "się zepsuło" w nim rano...

      To tak w telegraficznym skrócie, bez zasypywania zdjęciami, których całą masę znajdziecie na stronie BlogerChef

       I skuszona nagrodami wysłałam raz jeszcze swoje zgłoszenie. 

      Poniżej przepis na danie główne, którego składnikiem są produkty marki  Fit&Easy.

       

      Dorsz w kokosowej panierce z orzechami podany z sałatką z sosem z rukoli z dodatkiem kasz i soczewicy Beluga

       

       

       

       

      4 filety z dorsza, każdy o wadze około 100 g
      sok z 1/2 cytryny
      sól
      pieprz czarny

      do panierowania:
      2 łyżki bułki tartej
      2 łyżki wiórków kokosowych Bakalland
      2 łyżki mielonych orzechów włoskich Bakalland
      2 jaja
      2 łyżki mąki

      sałatka:
      1 melon Galia
      1 dojrzałe mango
      1 granat
      1/2 długiego ogórka
      garść roszponki Fit&Easy

      sos z rukolą:
      3 łyżki oliwy
      50 g rukoli Fit&Easy
      1-2 łyżeczki miodu
      2 łyżki musztardy Francuskiej
      1 łyżka octu z jabłek
      sól
      pieprz czarny

      dodatkowo:
      3/4 szklanki ugotowanej kaszy jaglanej
      1 szklanka ugotowanej kaszy quinoa
      3/4 szklanki ugotowanej soczewicy Beluga
      sól
      oliwa

       

       

       

      Filety z dorsza myjemy, osuszamy papierowym ręcznikiem, skrapiamy sokiem z cytryny, doprawiamy sola, pieprzem i odstawiamy na min. 30 minut.
      Sos z rukoli:
      Wszystkie składniki wkładamy do pojemnika blendera i dokładnie miksujemy do  uzyskania kremowej konsystencji.
      Sałatka:
      Z granatu wyjmujemy nasiona. Mango obieramy i miąższ odcinamy od pestki, kroimy go w kostkę. Z melona wycinamy kulki za pomocą specjalnej 'łyżeczki". Ogórka obieramy i kroimy w kostkę.
      Składniki sałatki mieszamy z połową sosu z rukoli i odstawiamy do schłodzenia.
      Kaszę jaglaną, soczewicę i quinoa gotujemy, ale uważamy, aby ich nie rozgotować.
      Mieszamy i trzymamy w cieple.
      W jednej miseczce mieszamy jajka z solą i pieprzem, a w drugiej bułkę tartą, wiórki kokosowe i orzechy mielone.
      Każdy kawałek dorsza obtaczamy w mące, jajku i panierce.
       Obsmażamy ze wszystkich stron na patelni na łyżce oleju i wkładamy do piekarnika nagrzanego do 180 stC. na 6-7 minut, w zależności od grubości filetu.
      Na talerzu robimy babeczkę z mieszanki "kasz" (mają być ciepłe, najlepiej gorące), dokoła rozkładamy zimną sałatkę, robimy "mazy" z sosu z rukoli i kładziemy porcję ryby.
      Podajemy ozdobione roszponką.

       

       

       

      Smacznego :-)

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mamajulki080506
      Czas publikacji:
      wtorek, 01 kwietnia 2014 13:01
  • piątek, 28 marca 2014
    • Jajecznica na bogato

      Takie śniadanie, które przygotowuje się tyle, ile trwa wypicie przez dzieci porannego kakao, a w dodatku można je wziąć ze sobą w garść i zjeść w pracy, jak nam w domu czasu brakuje...

      Szybkie, smaczne i zachęcająco wyglądające. Do tego szklanka soku, np. pomidorowego Tymbark i można pracować...

       

      Jajecznica na bogato

       

       

      1 croissant

      2 jaja

      1/2 łyżeczki masła klarowanego

      2 plasterki szynki szwardzwaldzkiej

      4 pomidorki koktailowe

      1 łyżka szczypiorku

      pół garści roszponki

      1 plaster sera żółtego o mocnym, wyraźnym smaku

      sól

      pieprz czarny

       

      Croissanta kroimy w poprzek na pół.

      Na suchej patelni podsmażamy szynkę szwardzwaldzką, aż stanie się chrupiąca.

      Na drugiej patelni rozgrzewamy masło, dodajemy pokrojone na pół pomidorki, a po chwili wlewamy wymieszane z solą i pieprzem jajka, smażymy do momentu, aż się zetną, ale nie za długo, aby nie stały się suche.

      Na croissancie układamy plaster sera żółtego, następnie usmażone plasterki szynki, jajecznicę, posypujemy szczypiorkiem i dodajemy roszponkę. Przykrywamy drugim kawałkiem rogalika i zajadamy.

      Równie smaczne na zimno, bo taką wersję jadłam w pracy.

       

       

      Smacznego :-)

       

       

      Śniadanie TYMBARK

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Jajecznica na bogato”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mamajulki080506
      Czas publikacji:
      piątek, 28 marca 2014 11:42
  • czwartek, 27 marca 2014
    • Ciasto z rukolą i serowym kremem

      Kolejny przepis z "dziwną" zawartością w środku...

      A jeszcze bardziej "dziwne" jest to, że tym razem przypadł do gustu wszystkim domownikom!

      Nawet Julka jadła z kremem, co się rzadko zdarza, a M. stwierdził, że co prawda ciasto jest "dziwne", bo nigdy takiego zielonego nie jadł, ale krem to "mistrzostwo świata", całość zaś smakuje zaskakująco dobrze biorąc pod uwagę to, że w środku jest zielsko...

      Osobiście uważam, że smakuje tak dobrze właśnie dlatego, że w środku jest rukola (a nie zielsko!).

      Polecam, bo przepis prosty i szybki w przygotowaniu, jest to baza od ciasta marchewkowego, które jest najczęściej pieczonym ciastem w mojej rodzinie i zawsze wszystkim smakuje... Tutaj, oczywiście, z odpowiednimi modyfikacjami...

       

       

       

       Ciasto z rukolą i serowym kremem

       

       

      ciasto:
      3 jaja
      3/4 szklanki cukru
      1/2 szklanki oleju rzepakowego
      60 g rukoli
      1,5 szklanki mąki pszennej
      skórka z limonki
      sok z 1 limonki
      100 g orzechów włoskich

      1 łyżeczka sody oczyszczonej

      1 łyżeczka proszku do pieczenia

      szczypta zielonego barwnika w proszku

      krem:
      250 g mascarpone
      125 g słonego twarożku
      100 g białej czekolady

       

      Jaja ucieramy z cukrem na puszystą masę. Olej miksujemy blenderem z rukolą tak, aby rukola całkowicie została zmiksowana.

      Do masy jajecznej wlewamy olej z rukolą, miksujemy i dodajemy pozostałe składniki. Całość miksujemy tylko do połączenia składników, dodajemy posiekane orzechy włoskie i przelewamy ciasto na blaszkę o wymiarach 20X20 wyłożoną papierem do pieczenia.

      Pieczemy w piekarniku nagrzanym do 170 st.C około 45 minut. Przed wyjęciem z piekarnika sprawdzamy, czy ciasto jest upieczone.

      Mascarpone miksujemy z twarożkiem.

      Czekoladę rozpuszczamy w kuchence mikrofalowej lub kąpieli wodnej, wlewamy do masy serowej i miksujemy.

      Krem wykładamy na wystudzone ciasto, kroimy na porcje i podajemy.

       

       

      Smacznego :-)

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Ciasto z rukolą i serowym kremem”
      Tagi:
      Autor(ka):
      mamajulki080506
      Czas publikacji:
      czwartek, 27 marca 2014 13:23
  • środa, 26 marca 2014
    • Sernik z rukolą i kwiatami z ananasa

      Zdecydowanie najbardziej odjechany sernik, jaki do tej pory robiłam, a przy tym niesamowicie smaczny i elegancki...

      Zainspirował mnie ostatni etap konkursu Bloger Chef, którego motywem przewodnim są produkty marki Fit&Easy i chociaż przepis nie trafi do konkursu, bo jego przygotowanie zajmuje więcej niż godzinę czasu, to naprawdę warto było to zrobić...

      Pyszne kremowe wnętrze, w seledynowym odcieniu, z lekkimi, jak szmaragdy zielonymi drobinami, które wzbudzają niemałe zainteresowanie...

      - "A z czym to jest?"

      -" A zgadnij...?"

      I tu następuje zazwyczaj lista składników, które mają zielony kolor i należą do owoców... a potem słyszymy... 

      -"Czy to jest...WARZYWO????"

      Gdy padnie nazwa tajemniczego składnika, który jest powszechnie dostępny i używany coraz częściej w słodkich daniach, zjawisku wielkich oczu, towarzyszy zdziwienie i konsternacja, po których następuje pełne niedowierzania:

      -"No wiesz... hmmm, no naprawdę dobre!" - jakby po informacji, co jest w środku musieli ponownie zweryfikować smak :-)

      - "A te ciasteczka z wierzchu?"

      - "Te "ciasteczka", to jest suszony owoc..."

      -???????????????????????????????????????

      - "Ananas...."

      tutaj znowu się zatrzymujemy na dłuższą chwilę, która jest potrzebna do wyjaśnienia, jak kroimy, jak suszymy oraz następuje moment, w którym dekoracja znika natychmiast z sernika...

      Cóż, na litość nie ma miejsca, kto szybszy ten lepszy...I choć kwiat z suszonego ananasa większy jest niż ziarno maku, to jakoś nikt nie ma ochoty dzielić się z innymi...

      I co mam dodać?

      Tym, którzy się wahają powiem, że dozowanie rukoli do sernika było nadzwyczaj skrupulatnie kontrolowane, dzięki czemu smak jest wyważony i "zielsko" w nim nie dominuje... Ale nadaje to "coś", co czasami trudno zidentyfikować, ale jest tym "czymś", co nas przyciąga i bez tego czegoś nie byłoby tym, czym jest...

      A teraz konkrety...

       

      Sernik z rukolą i kwiatami z ananasa

       

       

       

      spód:

      200 g herbatników maślanych

      100 g orzechów włoskich

      80 g masła

       

      masa serowa:

      1 kg twarogu na serniki z wiaderka

      250 g mascarpone

      50 g rukoli

      5 jaj

      1 puszka mleka słodzonego skondensowanego

      3 czubate łyżki mąki ziemniaczanej

      sok z 1 limonki

       

      dodatkowo:

      330 g śmietany 12%

      3 łyżki cukru pudru

       

      dodatkowo:

      świeży ananas

       

       

      Składniki na spód umieszczamy w malakserze i miksujemy do momentu, aż całość zacznie przypominać mokry piasek. Zawartość wysypujemy do tortownicy o średnicy 24 cm, wyłożonej papierem do pieczenia i wciskamy dłonią w spód i w boki, do wysokości ok 2 cm. Odstawiamy do lodówki.

      Do misy miksera wkładamy twaróg i mascarpone, miksujemy chwilę, dodajemy mąkę i ponownie miksujemy.

      Mleczko mieszamy z rukolą i miksujemy dokładnie blenderem, dodajemy do masy serowej i mieszamy. Dodajemy kolejno po jednym jajku, każdorazowo miksując do połączenia się składników. Na koniec wlewamy sok z limonki, mieszamy i masę przelewamy do tortownicy na ciasteczkowo-orzechowy spód.

      Masa jest rzadka, ale taka być powinna.

      Sernik wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 170 st.C i pieczemy 20 minut, po czym zmniejszamy temperaturę do 120 st.C i pieczemy jeszcze 1,5 godziny.

      15 minut przed zakończeniem pieczenia, na wierzchu sernika rozsmarowujemy śmietanę wymieszaną z cukrem pudrem i sernik wstawiamy ponownie do piekarnika.

      Studzimy w uchylonym piekarniku, a następnie w lodówce.

       

      Kwiaty z ananasa:

      Ananasa obieramy tak, aby usunąć dokładnie skórkę, łącznie z oczkami, które mogą nam "pokaleczyć" język podczas jedzenia, a następnie kroimy w poprzek na pół. Ze środkowej części wykrajamy tak cienkie plastry, jak tylko damy radę.

      Po pięciu plasterkach poddałam się...

      Plastry układamy na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia i suszymy w piekarniku nagrzanym do 100 st.C (plus termoobieg) około 1-1,5 godziny. Im dłużej suszymy, tym bardziej brązowe będą nasze kwiaty.

      Wysuszone kwiaty ananasa są miękkie zaraz po wyjęciu z piekarnika, dlatego, aby nadać im odpowiedni kształt umieszczamy je w formie do muffinek. Kiedy wystygną, staną się twarde. Możemy je przechowywać w szczelnie zamkniętym pojemniku, a jeśli wchłoną wilgoć i opadną, wystarczy je dosuszyć ponownie w piekarniku i uformować.

      Szczerze przyznam, że spróbowałam tylko odrobinę kwiatka, bo chciałam, aby dekoracja była efektowna, a jak goście zobaczyli, co podano na stół, to nie zdążyłam już się załapać na więcej... Stąd wniosek, że smakowały...

      Sernik ozdabiamy kwiatami przed podaniem, aby nie nasiąknęły wilgocią...

       

       

      Smacznego :-)

       

       

       

       

       

       

      Serniki dla Miksera - edycja 1.14

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mamajulki080506
      Czas publikacji:
      środa, 26 marca 2014 13:23
  • środa, 19 marca 2014
    • Muffiny owsiane śniadaniowe

      A gdyby tak podać owsiankę w postaci babeczki? No, muffina, jeśli ktoś chciałby się przyczepić do nazwy...

      Rano chwytasz w dłoń i zjadasz po drodze do pracy...

      Ok, no jasne ,że musisz je najpierw upiec, ale zakładając, że przygotowanie trwa 5 minut, składniki mieszamy łyżką, albo widelcem (ja tak robię) i pieczemy 25 minut, to cały proces przygotowania śniadania trwa 5 minut...

      Ktoś powie, ze nie umiem liczyć?

      Niezupełnie... 5 minut stoimy przy garach, ale piekarnika pilnować już nie musimy, więc czas przeznaczony na pieczenie wykorzystujemy na ubieranie dzieci, ocieranie im łez z nieprzytomnych rano twarzy, pocieszanie ich, ze zaraz znowu będzie sobota i nie trzeba będzie iść do przedszkola...

      Makijaż  robię w aucie, więc celowo nie umieściłam go w powyższych...

      Faktem jest, ze po max 30 minutach masz gotowe śniadanie, do tego wartościowe. Możesz je zjeść w domu, ze szklanką soku (może Tymbark?), bo na ciepło muffiny są super, możesz je zjeść po drodze do pracy, bo nasza "owsianka" jest mobilna i nie ubrudzisz sobie nią bluzki, jak M. wjedzie autem w koleiny, a najlepiej wziąć ze sobą kilka sztuk, bo w pracy też przychodzi ochota na małe co nieco...

      Babeczki są mięciutkie, pożywne, zdecydowanie owsiane, bez cukru, z pysznymi powidłami śliwkowymi...

      Skoro smakuje mojemu dziecku, to znaczy, ze może posmakowac każdemu...

       

      Muffiny owsiane śniadaniowe z powidłami śliwkowymi

       

       

       

       

      przepis na 10 sztuk

       

      2 szklanki mąki owsianej (zmielone płatki owsiane)

      1 szklanka płatków owsianych błyskawicznych

      szczypta soli

      1 duży banan

      10 sztuk suszonych daktyli bez pestek

      2 jaja

      1/3 szklanki oleju

      1 łyżeczka proszku do pieczenia

      1 łyżeczka sody oczyszczonej

      1/2 szklanki maślanki

      6 łyżeczek powideł śliwkowych

       

      W jednej misce mieszamy mąkę owsianą, płatki owsiane, sól, proszek do pieczenia i sodę oczyszczoną.

      Do drugiej miski wkłądamy kawałki banana i daktyle, miksujemy blenderem, dodajemy olej, jaja, maślankę, mieszamy dokładnie.

      Składniki mokre wlewamy do sypkich, mieszamy szybko tak, aby składniki się połączyły.

      Blaszkę z wgłębieniami na muffiny wykładamy papilotkami, do każdej nakładamy masę do 3/4 wysokości i wkładamy na środek łyżeczkę powideł.

      Pieczemy w piekarniku nagrzanym do 180 st.C około 25 minut.

      Podajemy ciepłe lub wystudzone, możemy przechowywać w szczelnie zamkniętym pojemniku do 3 dni.

       

      Smacznego :-)

       

       

      Śniadanie TYMBARK

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Muffiny owsiane śniadaniowe”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mamajulki080506
      Czas publikacji:
      środa, 19 marca 2014 14:51
  • wtorek, 18 marca 2014
    • Sernik Czarny Las z wiśniówką

      "Wiesz co, mamo?  Ten smok jest idealny..." powiedziała Julka rysując tysięcznego chyba już smoka "Zobacz, nauczyłam się rysować mu paszczę tak, żeby wyglądał na strasznego"...  

      To, że rysuje smoki nie jest dla nas zdziwieniem ,ale to, że jest zadowolona z rysunku... Hmmm, to wielki przełom... Bo ona raczej z tych, którzy wszędzie dziurę znajdą...

      Po kim ona tak ma? Wciąż się zastanawiamy ;-)

      Wiecie co Wam powiem? Ten sernik jest idealny... W końcu upiekłam tak, że nie jest suchy, ale taki, jaki sernik być powinien... Odpowiednio ciężki, kremowy, mocno sernikowy i w dodatku z czekoladą... nie za słodki, lekko kwaśny od wiśni, z delikatną bitą śmietaną bez grama cukru...

      Zrównoważony smak, jak to się ładnie mówi...

      W moim rodzinnym domu wyznacznikiem tego, czy coś smakowało, czy nie, było mlaskanie taty :-) Nie takie, jak czasami robią dzieci, ale delikatne, wysublimowane, z odpowiednim pomrukiem i powolnym kiwaniem głowy z wyrazem zadumy na twarzy... Mawiało się później, że było dobre, bo nawet tata mlaskał...

      U rodziców sernik smakował wszystkim, oprócz mego M., który z zasady czekoladowych serników nie jada... a tego nie spróbował,  ponieważ było tylu chętnych, on się nie "załapał" nawet na kawałeczek (biedaczek) więc nie umie odpowiedzieć na pytanie, czy sernik (by) mu smakował, czy nie... ale następnym razem postara się spróbować...

      Jeśli oczywiście zdąży...

      A tata mlaskał...

       

      Inspirację czerpałam z Kwestii Smaku oraz Brown Eyed Baker.

       

      Sernik Czarny Las z wiśniówką

       

       

       

      spód:

      200 g ciasteczek kakaowych

      50 g masła

      szczypta soli

       

      masa serowa:

      1 kg tłustego twarogu (użyłam z wiaderka firmy "Jana")

      250 g mascarpone

      5 jaj

      3 łyżki mąki ziemniaczanej

      3/4 puszki mleka skondensowanego słodzonego

      200 g gorzkiej czekolady

      szczypta soli

       

      frużelina wiśniowa:

      1/5 szklanki kompotu z wiśni

      0,5 szklanki wiśniówki (miałam domową nalewkę)

      1/5 łyżki mąki ziemniaczanej

      2 łyżki soku z cytryny

      ok. 1,5 szklanki wiśni bez pestek

      (zużyłam cały słoik kompotu wiśniowego o masie 730 g)

       

      dodatkowo:

      200 g śmietanki 30%

       

      Piekarnik rozgrzewamy do 170 st.C.

      Spód:

      Ciasteczka i masło wkładamy do malaksera i miksujemy do momentu, aż masa zacznie przypominać mokry piasek. Wysypujemy całość do tortownicy o średnicy 24 cm, wyłożonej papierem do pieczenia i dokładnie dociskamy dłonią do dna. Wstawiamy do lodówki.

      Masa serowa:

      W misie miksera umieszczamy twaróg oraz serek mascarpone, miksujemy dokładnie, dodajemy mleko skondensowane , mąkę ziemniaczaną i ponownie chwilę miksujemy. Dodajemy po jednym jajku, po każdym miksujemy kilka sekund.

      Czekoladę roztapiamy w kąpieli wodnej lub kuchence mikrofalowej, wlewamy do masy serowej, cały czas miksując na najniższych obrotach miksera.

      Masę przelewamy na schłodzony spód, wstawiamy do piekarnika. Pieczemy 20 minut w temperaturze 170 st.C, a następnie zmniejszamy temperaturę do 110 st. C i pieczemy kolejne 1,5 godziny.

      Studzimy w uchylonym piekarniku, a potem schładzamy w lodówce, najlepiej całą noc.

      Frużelina wiśniowa:

      Kompot z wiśni mieszamy z wiśniówką i dodajemy mąkę ziemniaczaną, podgrzewamy, a następnie zagotowujemy, cały czas mieszając.

      Do zgęstniałej masy dodajemy sok z cytryny oraz wiśnie, mieszamy i odstawiamy do całkowitego wystudzenia.

       

      Śmietankę ubijamy mikserem na sztywno, rozprowadzamy dokoła sernika, środek wypełniamy frużeliną wiśniową i podajemy...

       

       

       

       Smacznego :-)

       

        

      Serniki dla Miksera - edycja 1.14

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Sernik Czarny Las z wiśniówką”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mamajulki080506
      Czas publikacji:
      wtorek, 18 marca 2014 14:44
  • czwartek, 13 marca 2014
    • Sałatka z quinoa, wędzoną makrelą, burakiem pieczonym i kiszonym ogórkiem

      Zawsze, ilekroć zamierzam coś przygotować z pieczonymi burakami, piekę ich więcej niż przewiduje dany przepis. Z doświadczenia wiem, że zaraz urodzi mi się w głowie kolejny pomysł z ich użyciem.

      Jako dziecko nie przepadałam za buraczkami, właściwie, to ich nie jadałam. Jeśli barszczyk czerwony to czysty, bez pływajacych w nim kawałków buraków, barszczu ukraińskiego nie jadłam, a buraczki podawane do obiadu na ciepło, czy też na zimno omijałam z daleka... Szczyt niechęci budziły we mnie buraczki z chrzanem...

      Dorosłam, smak się zmienił i chyba nieco świadomość tego, co zdrowe wzrosła...

      A poza tym dzieci patrzą... Skoro chcę, aby jadły to co zdrowe, to przykład powinien iść od rodziców...

      A ponieważ buraki czerwone są bardzo zdrowe, staram się ich używać w kuchni jak najwięcej...

      Tym razem, po czekoladowej babce z pieczonym burakiem" przyszła kolej na szybką sałatkę...

      Zamiast quinoa, możecie użyć kaszy jaglanej lub pęczaku, ale smak będzie wówczas nieco inny... Quinoa jest przyjemnie orzechowe, mogę je jeść bez dodaków i bardzo mi smakuje...

      Jedyny minus, to cena...

       

       

      Sałatka z quinoa, wędzoną makrelą, burakiem pieczonym i kiszonym ogórkiem

       

       

      1 szklanka quinoa

      1 średniej wielkości wędzona makrela

      2 średnie pieczone buraki

      4-5 ogórków kiszonych

      odrobina czerwonej cebuli

      5-6 łyżek dobrej jakości oliwy z oliwek

      sól

      czarny pieprz

       

      Quinoa zalewamy wodą i gotujemy zgodnie z przepisem na opakowaniu. W momencie, kiedy stanie się szkliste jest odpowiednio ugotowane.

      Buraki obieramy, kroimy w kostkę. Ogórki kiszone kroimy w kostkę.

      Z makreli ostrożnie zdejmujemy mięso, oddzielając je od ości i starając się pozostawić je w kawałkach.

      Przestudzoną kaszę mieszamy z ogórkami, burakiem, cebulą, dodajemy oliwę i trochę soli oraz pieprzu, mieszamy i dopiero teraz dodajemy wędzoną makrelę. Staramy się już nie mieszać za dużo, aby kawałaki makreli zachowały swój kształt i nie zrobiła się z nich papka...

      Sałatkę odstawiamy, aby smaki się przegryzły, smakujemy i jeśli trzeba to jeszcze doprawiamy solą.

      Z soleniem należy być ostrożym, bo zarówno ryba, jak i ogórki są słone. Dosolić można zawsze...

      Smacznego :-)

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „Sałatka z quinoa, wędzoną makrelą, burakiem pieczonym i kiszonym ogórkiem”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mamajulki080506
      Czas publikacji:
      czwartek, 13 marca 2014 11:57
  • czwartek, 06 marca 2014
    • Trufle orzechowo - kokosowe bez cukru

      Kiedy pierwszy raz zobaczyłam je na stronach Jadłonomii, wiedziałam, że wcześniej czy później je zrobię... Nie tylko to zresztą, bo skoro blog ten zdobył tytuł Bloga Roku 2013, zasługuje na uwagę. Dziwię się tylko sama sobie, że wcześniej się na niego nie natknęłam...

      Następnego dnia po przeczytaniu przepisu, wrzucałam już wszystkie składniki do malaksera... Trochę zmieniłam skład i proporcje.

      Ani grama cukru, a taka słodycz...

      Fantastyczne, przepyszne, brak mi slów aby określić, jak bardzo mi smakują. Tym bardziej, że oprócz rewelacyjnego smaku są słodyczami, którym spokojnie możemy nadać miano zdrowych. Bo czy jest coś niezdrowego w suszonych owocach?

      Bardzo polecam... a ja już planuje kolejną wersję...

       

      Trufle migdałowo - kokosowe bez cukru

       

       

       

       

      1 szklanka migdałów

      1 szklanka wiórków kokosowych np. Kresto

      1/2 szklanki płatków owsianych

      4 łyżki gorzkiego kakao

      10 sztuk daktyli

      4 łyżki białego rumu (można zastąpić wodą)

       

       Daktyle zalewamy rumem i odstawiamy na 15 minut.

      Wszystkie pozostałe składniki wkładamy do malaksera zaopatrzonego w nożyk i miksujemy do momentu, aż całość zamieni się w okruchy. Mój sprzęt nie jest na tyle silny i szybki, aby z migdałów zrobić mąkę, ale sieka wszystko w wystarczającym stopniu.

      Do okruszków dodajemy daktyle wraz z rumem, który pozostał nie wchłonięty i ponownie miksujemy. Całość powinna zacząć się sklejać.

      Masę wyjmujemy z misy malaksera i w dłoniach formujemy kuleczki wielkości małych orzechów włoskich. Masa jest zwarta i klejąca, więc nie powinno być problemów z formowaniem kulek.

      Schładzamy i podajemy.

       

       

       

       

       

      Smacznego :-)

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Trufle orzechowo - kokosowe bez cukru”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mamajulki080506
      Czas publikacji:
      czwartek, 06 marca 2014 10:51

Kalendarz

Luty 2015

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28  

Wyszukiwarka

Autorzy

Zakładki

  • Ulubione

Kanał informacyjny

kontakt: mamajulki080506@gazeta.pl agnieszka.czapska-pruszak@wp.pl Agnieszka Czapska-Pruszak ul. Prusa 24A/1 64-920 Piła tel. 664 426 446 Durszlak.pl Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów
zBLOGowani.pl
Odszukaj.com - przepisy kulinarne