Z pamiętnika piekarnika

Gotuję dla przyjemności i relaksu... Poszukuję nowych połączeń smakowych i niestandardowych składników... A czasami idę na łatwiznę, wyłączam logiczne myślenie, robię byle co z byle czego i efekt okazuje się być zaskakująco dobry... Razem z dziewczynkami dużo czasu spędzamy w kuchni, gotujemy, śmiejemy sie, odrabiamy lekcje... Tak, jak dawniej w moim rodzinnym domu, bo kuchnia to serce domu...

Wpisy

  • środa, 19 marca 2014
    • Muffiny owsiane śniadaniowe

      A gdyby tak podać owsiankę w postaci babeczki? No, muffina, jeśli ktoś chciałby się przyczepić do nazwy...

      Rano chwytasz w dłoń i zjadasz po drodze do pracy...

      Ok, no jasne ,że musisz je najpierw upiec, ale zakładając, że przygotowanie trwa 5 minut, składniki mieszamy łyżką, albo widelcem (ja tak robię) i pieczemy 25 minut, to cały proces przygotowania śniadania trwa 5 minut...

      Ktoś powie, ze nie umiem liczyć?

      Niezupełnie... 5 minut stoimy przy garach, ale piekarnika pilnować już nie musimy, więc czas przeznaczony na pieczenie wykorzystujemy na ubieranie dzieci, ocieranie im łez z nieprzytomnych rano twarzy, pocieszanie ich, ze zaraz znowu będzie sobota i nie trzeba będzie iść do przedszkola...

      Makijaż  robię w aucie, więc celowo nie umieściłam go w powyższych...

      Faktem jest, ze po max 30 minutach masz gotowe śniadanie, do tego wartościowe. Możesz je zjeść w domu, ze szklanką soku (może Tymbark?), bo na ciepło muffiny są super, możesz je zjeść po drodze do pracy, bo nasza "owsianka" jest mobilna i nie ubrudzisz sobie nią bluzki, jak M. wjedzie autem w koleiny, a najlepiej wziąć ze sobą kilka sztuk, bo w pracy też przychodzi ochota na małe co nieco...

      Babeczki są mięciutkie, pożywne, zdecydowanie owsiane, bez cukru, z pysznymi powidłami śliwkowymi...

      Skoro smakuje mojemu dziecku, to znaczy, ze może posmakowac każdemu...

       

      Muffiny owsiane śniadaniowe z powidłami śliwkowymi

       

       

       

       

      przepis na 10 sztuk

       

      2 szklanki mąki owsianej (zmielone płatki owsiane)

      1 szklanka płatków owsianych błyskawicznych

      szczypta soli

      1 duży banan

      10 sztuk suszonych daktyli bez pestek

      2 jaja

      1/3 szklanki oleju

      1 łyżeczka proszku do pieczenia

      1 łyżeczka sody oczyszczonej

      1/2 szklanki maślanki

      6 łyżeczek powideł śliwkowych

       

      W jednej misce mieszamy mąkę owsianą, płatki owsiane, sól, proszek do pieczenia i sodę oczyszczoną.

      Do drugiej miski wkłądamy kawałki banana i daktyle, miksujemy blenderem, dodajemy olej, jaja, maślankę, mieszamy dokładnie.

      Składniki mokre wlewamy do sypkich, mieszamy szybko tak, aby składniki się połączyły.

      Blaszkę z wgłębieniami na muffiny wykładamy papilotkami, do każdej nakładamy masę do 3/4 wysokości i wkładamy na środek łyżeczkę powideł.

      Pieczemy w piekarniku nagrzanym do 180 st.C około 25 minut.

      Podajemy ciepłe lub wystudzone, możemy przechowywać w szczelnie zamkniętym pojemniku do 3 dni.

       

      Smacznego :-)

       

       

      Śniadanie TYMBARK

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mamajulki080506
      Czas publikacji:
      środa, 19 marca 2014 14:51
  • wtorek, 18 marca 2014
    • Sernik Czarny Las z wiśniówką

      "Wiesz co, mamo?  Ten smok jest idealny..." powiedziała Julka rysując tysięcznego chyba już smoka "Zobacz, nauczyłam się rysować mu paszczę tak, żeby wyglądał na strasznego"...  

      To, że rysuje smoki nie jest dla nas zdziwieniem ,ale to, że jest zadowolona z rysunku... Hmmm, to wielki przełom... Bo ona raczej z tych, którzy wszędzie dziurę znajdą...

      Po kim ona tak ma? Wciąż się zastanawiamy ;-)

      Wiecie co Wam powiem? Ten sernik jest idealny... W końcu upiekłam tak, że nie jest suchy, ale taki, jaki sernik być powinien... Odpowiednio ciężki, kremowy, mocno sernikowy i w dodatku z czekoladą... nie za słodki, lekko kwaśny od wiśni, z delikatną bitą śmietaną bez grama cukru...

      Zrównoważony smak, jak to się ładnie mówi...

      W moim rodzinnym domu wyznacznikiem tego, czy coś smakowało, czy nie, było mlaskanie taty :-) Nie takie, jak czasami robią dzieci, ale delikatne, wysublimowane, z odpowiednim pomrukiem i powolnym kiwaniem głowy z wyrazem zadumy na twarzy... Mawiało się później, że było dobre, bo nawet tata mlaskał...

      U rodziców sernik smakował wszystkim, oprócz mego M., który z zasady czekoladowych serników nie jada... a tego nie spróbował,  ponieważ było tylu chętnych, on się nie "załapał" nawet na kawałeczek (biedaczek) więc nie umie odpowiedzieć na pytanie, czy sernik (by) mu smakował, czy nie... ale następnym razem postara się spróbować...

      Jeśli oczywiście zdąży...

      A tata mlaskał...

       

      Inspirację czerpałam z Kwestii Smaku oraz Brown Eyed Baker.

       

      Sernik Czarny Las z wiśniówką

       

       

       

      spód:

      200 g ciasteczek kakaowych

      50 g masła

      szczypta soli

       

      masa serowa:

      1 kg tłustego twarogu (użyłam z wiaderka firmy "Jana")

      250 g mascarpone

      5 jaj

      3 łyżki mąki ziemniaczanej

      3/4 puszki mleka skondensowanego słodzonego

      200 g gorzkiej czekolady

      szczypta soli

       

      frużelina wiśniowa:

      1/5 szklanki kompotu z wiśni

      0,5 szklanki wiśniówki (miałam domową nalewkę)

      1/5 łyżki mąki ziemniaczanej

      2 łyżki soku z cytryny

      ok. 1,5 szklanki wiśni bez pestek

      (zużyłam cały słoik kompotu wiśniowego o masie 730 g)

       

      dodatkowo:

      200 g śmietanki 30%

       

      Piekarnik rozgrzewamy do 170 st.C.

      Spód:

      Ciasteczka i masło wkładamy do malaksera i miksujemy do momentu, aż masa zacznie przypominać mokry piasek. Wysypujemy całość do tortownicy o średnicy 24 cm, wyłożonej papierem do pieczenia i dokładnie dociskamy dłonią do dna. Wstawiamy do lodówki.

      Masa serowa:

      W misie miksera umieszczamy twaróg oraz serek mascarpone, miksujemy dokładnie, dodajemy mleko skondensowane , mąkę ziemniaczaną i ponownie chwilę miksujemy. Dodajemy po jednym jajku, po każdym miksujemy kilka sekund.

      Czekoladę roztapiamy w kąpieli wodnej lub kuchence mikrofalowej, wlewamy do masy serowej, cały czas miksując na najniższych obrotach miksera.

      Masę przelewamy na schłodzony spód, wstawiamy do piekarnika. Pieczemy 20 minut w temperaturze 170 st.C, a następnie zmniejszamy temperaturę do 110 st. C i pieczemy kolejne 1,5 godziny.

      Studzimy w uchylonym piekarniku, a potem schładzamy w lodówce, najlepiej całą noc.

      Frużelina wiśniowa:

      Kompot z wiśni mieszamy z wiśniówką i dodajemy mąkę ziemniaczaną, podgrzewamy, a następnie zagotowujemy, cały czas mieszając.

      Do zgęstniałej masy dodajemy sok z cytryny oraz wiśnie, mieszamy i odstawiamy do całkowitego wystudzenia.

       

      Śmietankę ubijamy mikserem na sztywno, rozprowadzamy dokoła sernika, środek wypełniamy frużeliną wiśniową i podajemy...

       

       

       

       Smacznego :-)

       

        

      Serniki dla Miksera - edycja 1.14

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Sernik Czarny Las z wiśniówką”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mamajulki080506
      Czas publikacji:
      wtorek, 18 marca 2014 14:44
  • czwartek, 13 marca 2014
    • Sałatka z quinoa, wędzoną makrelą, burakiem pieczonym i kiszonym ogórkiem

      Zawsze, ilekroć zamierzam coś przygotować z pieczonymi burakami, piekę ich więcej niż przewiduje dany przepis. Z doświadczenia wiem, że zaraz urodzi mi się w głowie kolejny pomysł z ich użyciem.

      Jako dziecko nie przepadałam za buraczkami, właściwie, to ich nie jadałam. Jeśli barszczyk czerwony to czysty, bez pływajacych w nim kawałków buraków, barszczu ukraińskiego nie jadłam, a buraczki podawane do obiadu na ciepło, czy też na zimno omijałam z daleka... Szczyt niechęci budziły we mnie buraczki z chrzanem...

      Dorosłam, smak się zmienił i chyba nieco świadomość tego, co zdrowe wzrosła...

      A poza tym dzieci patrzą... Skoro chcę, aby jadły to co zdrowe, to przykład powinien iść od rodziców...

      A ponieważ buraki czerwone są bardzo zdrowe, staram się ich używać w kuchni jak najwięcej...

      Tym razem, po czekoladowej babce z pieczonym burakiem" przyszła kolej na szybką sałatkę...

      Zamiast quinoa, możecie użyć kaszy jaglanej lub pęczaku, ale smak będzie wówczas nieco inny... Quinoa jest przyjemnie orzechowe, mogę je jeść bez dodaków i bardzo mi smakuje...

      Jedyny minus, to cena...

       

       

      Sałatka z quinoa, wędzoną makrelą, burakiem pieczonym i kiszonym ogórkiem

       

       

      1 szklanka quinoa

      1 średniej wielkości wędzona makrela

      2 średnie pieczone buraki

      4-5 ogórków kiszonych

      odrobina czerwonej cebuli

      5-6 łyżek dobrej jakości oliwy z oliwek

      sól

      czarny pieprz

       

      Quinoa zalewamy wodą i gotujemy zgodnie z przepisem na opakowaniu. W momencie, kiedy stanie się szkliste jest odpowiednio ugotowane.

      Buraki obieramy, kroimy w kostkę. Ogórki kiszone kroimy w kostkę.

      Z makreli ostrożnie zdejmujemy mięso, oddzielając je od ości i starając się pozostawić je w kawałkach.

      Przestudzoną kaszę mieszamy z ogórkami, burakiem, cebulą, dodajemy oliwę i trochę soli oraz pieprzu, mieszamy i dopiero teraz dodajemy wędzoną makrelę. Staramy się już nie mieszać za dużo, aby kawałaki makreli zachowały swój kształt i nie zrobiła się z nich papka...

      Sałatkę odstawiamy, aby smaki się przegryzły, smakujemy i jeśli trzeba to jeszcze doprawiamy solą.

      Z soleniem należy być ostrożym, bo zarówno ryba, jak i ogórki są słone. Dosolić można zawsze...

      Smacznego :-)

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „Sałatka z quinoa, wędzoną makrelą, burakiem pieczonym i kiszonym ogórkiem”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mamajulki080506
      Czas publikacji:
      czwartek, 13 marca 2014 11:57
  • czwartek, 06 marca 2014
    • Trufle orzechowo - kokosowe bez cukru

      Kiedy pierwszy raz zobaczyłam je na stronach Jadłonomii, wiedziałam, że wcześniej czy później je zrobię... Nie tylko to zresztą, bo skoro blog ten zdobył tytuł Bloga Roku 2013, zasługuje na uwagę. Dziwię się tylko sama sobie, że wcześniej się na niego nie natknęłam...

      Następnego dnia po przeczytaniu przepisu, wrzucałam już wszystkie składniki do malaksera... Trochę zmieniłam skład i proporcje.

      Ani grama cukru, a taka słodycz...

      Fantastyczne, przepyszne, brak mi slów aby określić, jak bardzo mi smakują. Tym bardziej, że oprócz rewelacyjnego smaku są słodyczami, którym spokojnie możemy nadać miano zdrowych. Bo czy jest coś niezdrowego w suszonych owocach?

      Bardzo polecam... a ja już planuje kolejną wersję...

       

      Trufle migdałowo - kokosowe bez cukru

       

       

       

       

      1 szklanka migdałów

      1 szklanka wiórków kokosowych np. Kresto

      1/2 szklanki płatków owsianych

      4 łyżki gorzkiego kakao

      10 sztuk daktyli

      4 łyżki białego rumu (można zastąpić wodą)

       

       Daktyle zalewamy rumem i odstawiamy na 15 minut.

      Wszystkie pozostałe składniki wkładamy do malaksera zaopatrzonego w nożyk i miksujemy do momentu, aż całość zamieni się w okruchy. Mój sprzęt nie jest na tyle silny i szybki, aby z migdałów zrobić mąkę, ale sieka wszystko w wystarczającym stopniu.

      Do okruszków dodajemy daktyle wraz z rumem, który pozostał nie wchłonięty i ponownie miksujemy. Całość powinna zacząć się sklejać.

      Masę wyjmujemy z misy malaksera i w dłoniach formujemy kuleczki wielkości małych orzechów włoskich. Masa jest zwarta i klejąca, więc nie powinno być problemów z formowaniem kulek.

      Schładzamy i podajemy.

       

       

       

       

       

      Smacznego :-)

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Trufle orzechowo - kokosowe bez cukru”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mamajulki080506
      Czas publikacji:
      czwartek, 06 marca 2014 10:51
  • środa, 05 marca 2014
    • Czekoladowa babka z pieczonym burakiem

      Tylko proszę, nie bójcie się tego buraka :-)

      Ciasto marchewkowe jest ukochanym ciastem mojej córki, oczywiście w wersji "bez niczego", czyli bez żadnych orzechów, ananasów i tym podobnych rarytasów.

      Ciekawa więc byłam, jak rodzina zareaguje na to ciasto...

      Miękkie, bardzo wilgotne, raczej ciężkie, nie ma w sobie puszystości, trochę podobne do brownie, mocno czekoladowe z lekko wyczuwalnym kokosem... pyszne. Nie wypatrzyłam w nim zakalca, którego zaczęłam się obawiać, jak po raz kolejny zwiekszałam czas pieczenia, a środek wciąż był niedopieczony... Jak na zmianę przykrywałam folią, żeby wyrosło, potem ją zdejmowałam ,żeby się góra ładnie upiekła, a potem znowu przykrywałam , bo wydawało mi się, ze jednak za bardzo się spiecze wierzch, zanim upiecze się środek...

      Ale, spokojnie, tylko brzmi tak skomplikowanie...

      Ciacho robimy bez miksera, a przy pieczeniu trzeba tylko trochę je poobserwować...

       I nic, a nic nie czuć w nim smaku buraka, to nie barszcz czerwony :-)

      Ale jeśli kusi Was, aby buraka się pozbyć, to ostrzegam, że nie tędy droga... Burak jest istotnym składnikiem, gdyż nadaje ciastu pożądaną wilgotność i sprawia, że ciasto długo zachowuje świeżość. No, na tyle długo, na ile pozwolimy mu być na tym świecie...

      Ale gdyby kogoś skusiło, aby buraka pozbyć się z przepisu, to zastąpcie go czymś innym o podobnej konsystencji, myślę, że pieczona marchewka, avocado (surowe, broń Boże nie pieczone) pewnie też by pasowało...

      Polecam bardzo, bo ciasto to zdecydowanie przypadło nam wszystkim do gustu/smaku, a to się rzadko zdarza...

      Upieczcie więcej buraków, bo w kolejce czeka już sałatka z tym warzywem...

      Inspiracja stąd, z moimi zmianami. Oryginalny przepis jest wegański, mój już nie.

       

      Czekoladowa babka z pieczonym burakiem

       

       

       

       1,5 szklanki mąki pszennej tortowej

      4 łyżki  gorzkiego kakao

      3/4 szklanki cukru trzcinowego

      1 łyżeczka sody oczyszczonej

      1 łyżeczka proszku do pieczenia

      0,5 łyżeczki soli

      1 szklanka puree z pieczonego buraka *

      400 ml mleczka kokosowego

      1/3 szklanki oleju rzepakowego

      1 duże jajko

      1/2 szklanki wiórków kokosowych np. Kresto

      50 g posiekanej mlecznej czekolady

       

      polewa:

      50 g mlecznej czekolady

      5 łyżek śmietanki 30%

       

      Przygotowujemy dwa naczynia. W jednym mieszamy składniki suche: mąkę, kakao, sodę, proszek do pieczenia, sól, wiórki kokosowe i posiekaną czekoladę, a w drugim składniki mokre: olej, mleczko kokosowe, jajko, cukier trzcinowy i puree z buraka.

      Do składników mokrych przesiewamy składniki suche i wszystko mieszamy dokładnie łyżką. Ciasto będzie dość gęste.

      Przekłądamy je do foremki o pojemności około 2,5 litra, wsymarowanej masłem i wysypanej bułką tartą i wkładamy do piekarnika nagrzanego do 170 st.C.

      W foremce jest dość dużo ciasta, będzie ono dość wysokie i jest zdecydowanie mokre, dlatego pierwsze 20 minut piekę je pod przykryciem z folii aluminiowej, chcę aby urosło, a jeśli góra się zapiecze zbyt szybko, a środek będzie "płynny", na końcu wierzch pęknie i wyleje się niedopieczony środek, który ostatecznie się upiecze, ale na pewno wygląd babki nie przypadnie mi do gustu. Nie lubię tych z pękniętą górą i taką jakby "naroślą" na czubku (każdy ma jakieś zboczenie :-)).

      Metoda sprawdzona, więc polecam, jesli ktoś chce wypróbować.

      Po 20 minutch zdejmuję folię i piekę ciasto jeszcze około 50 minut, sprawdzając patyczkiem pod koniec pieczenia, czy ciasto jest już  upieczone w środku. Jeśli za bardzo się przypieka z góry, to ponownie przykrywam folią.

      Ciasto jest bardzo miękkie, nieco "kluchowate" można powiedzieć, więc nie bójcie się, że się za bardzo wysuszy w piekarniku. Lepiej piec dłużej niż wyjąć niedopieczone.

      Po upieczeniu, wyjmujemy ciasto z piekarnika, delikatnie wyjmujemy z foremki i pozwalamy mu ostygnąć.

      Polewa:

      Czekoladę roztapiamy w kuchence mikrofalowej lub w kąpieli wodnej i mieszamy ze śmietanką.

      Jak zgęstnieje nieco polewamy nią wystudzone ciasto.

       

       

       

      Smacznego :-)

       

      * buraki, około 3 małe sztuki na tę porcję ciasta, zawijamy w folię aluminiową i pieczemy około 70-80 minut w piekarniku nagrzanym do 180 st.C. Zazwyczaj piekę warzywa przy okazji pieczenia czegoś innego, oszczędność energii i czasu... Zazwyczaj też piekę więcej, a to co zostanie  wykorzystuję do innych dań...

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mamajulki080506
      Czas publikacji:
      środa, 05 marca 2014 10:48
  • piątek, 28 lutego 2014
    • Tort czekoladowo-pomarańczowy

      Zainspirował mnie przepis, który zdobył pierwsze miejsce w ostatnim konkursie organizowanym na blogu Moje Wypieki. Zdjęcie choco orange cake, bardzo klimatyczne, wprost zapraszało do wypróbowania przepisu.

      Na uwagę zasługuje ciasto czekoladowe (z moimi lekkimi zmianami), które bardzo ładnie wyrasta, zwłaszcza jeśli upieczemy je w mniejszej tortownicy (u mnie 20 cm), daje się pokroić na idealnie równe krążki bez żadnego kruszenia się. Świetna baza do łączenia z innymi kremami... z nutellą i mascarpone tworzyłby idealny duet...

      Krem pomarańczowy... do kremu polecam użyć sok ze świeżych pomarańczy, uważać też na to, aby go nie przegotować, bo się zwarzy. Krem gotujemy do zgęstnienia... ja użyłam soku z kartonika i nie był to chyba najlepszy wybór...

      Aczkolwiek tort był bardzo smaczny, mięciutki i pięknie sie prezentował... taki dostojny można rzec...

      Ciasto i budyń pomarańczowy na krem warto przygotować sobie dzień wcześniej...

       

       

      Tort czekoladowo-pomarańczowy

       

       

       ciasto:

      1,5 szklanki mąki pszennej

      3/4 szklanki cukru

      3 jaja

      3 łyżki kakao

      2 łyżeczki proszku do pieczenia

      1 łyżeczka sody oczyszczonej

      3/4 szklanki kwaśnej śmietany 12%

      3/4 szklanki oleju

       

      krem:

      2 szklanki soku wyciśniętego z pomarańczy lub dobrej jakości soku z kartonika

      4 żółtka

      3/4 szklanki cukru

      1,5 łyżki mąki ziemniaczanej

      2,5 łyżki mąki pszennej

       

      dodatkowo:

      200 g masła

       

      Ciasto:

      Jaja ubiajamy z cukrem do białości, dodajemy olej, miksujemy, dodajemy przesianą mąkę wraz z proszkiem do pieczenia, soda oczyszczoną i kakao oraz śmietanę. Miksujemy do połączenia się składników.

      Ciasto przelewamy do wyłożonej papierem do pieczenia tortownicy o średnicy 20 cm i pieczemy w piekraniku nagrzanym do 170 st.C około 1 godziny. Ponieważ ciasto jest wysokie, może być konieczność przykrycia go z wierzchu folią, aby sie nie przypiekło za bardzo. Po 50 minutach pieczenia sprawdzamy patyczkiem do szaszłyków, czy ciasto jest upieczone.

      Ciasto wyjmujemy w piekarnika wtedy, kiedy patyczek po wyjęciu jest suchy.

      Delikatnie wyjmujemy z tortownicy i odstawiamy do wystudzenia.

      Krem:

      W garnku z grubym dnem zagotowujemy 1,5 szklanki soku z pomarańczy. W pozostałej ilości mieszamy dokładnie pozostałe składniki. Na gotujący się sok wlewamy mieszankę jajeczną, i podgrzewamy do momentu zgęstnienia kremu. Nie zagotowujemy.

      Odstawiamy, wierzch przykrywamy folią spożywczą, która zapobiegnie tworzeniu się kożucha i odstawiamy do całkowitego wystudzenia.

      Masło ucieramy mikserem, dodajemy po łyżce budyniu pomarańczowego i miksujemy.

       

      Ciasto wyrównujemy nożem, to co ścięliśmy z góry (nie powinno być tego dużo, bo ciasto nie wyrasta z górką) kruszymy i posłuży nam do obsypania boków tortu...

      Po wyrównaniu, ciasto kroimy na 4 krążki, każdy z nich smarujemy kremem i układamy jeden na drugim. Boki ciasta smarujemy kremem, obsycpujemy okruszkami, odstawiamy do schłodzenia...

       

       

       

      Smacznego :-)

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Tort czekoladowo-pomarańczowy”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mamajulki080506
      Czas publikacji:
      piątek, 28 lutego 2014 15:04
  • wtorek, 25 lutego 2014
    • Jaglanka z mango

      Jestem uzależniona od kaszy jaglanej, a właściwie to jaglanki na mleku... Od pewnego, dość długiego już czasu stanowi moje śniadanie w pracy... Właściwie to jestem ciekawa bardzo, czy po dłuższym spożywaniu kaszy jaglanej moje włosy staną się mocne i błyszczące (nie muszę wspominać chyba, że przestaną wreszcie wypadać), a paznokcie takie, jakich zazdrościły mi będą nawet "tipsiary"...

      Poza zdrowotnymi elementami, kasza jaglana przygotowana w tej postaci jest po prostu pyszna. Jeśli ktoś lubi kaszkę mannę na mleku, to jaglanka również mu posmakuje. Można kombinować z owocami, dodawać suszone, gotować na mleku krowim, kokosowym, na wodzie... Możliwości przygotowywania są chyba niegraniczone...

      Przygotowuję porcję wieczorem, dzielę na dwie i mam na dwa śniadania.

      Jeśli uda Wam się kupić dobrej jakości mango, to macie naprawdę królewskie śniadanie...

       

      Jaglanka z mango

       

       

      1 szklanka kaszy jaglanej

      400 ml mleczka kokosowego

      1,5 szklanki mleka krowiego lub wody

      ok 1 łyżki cukru z wanilią

      szczypta soli

      1 duże mango

       

      Kaszę jaglaną wsypujemy do garnka, zalewamy wodą, dokładnie mieszamy i wylewamy wodę. W ten sposób płuczemy kaszę do momentu, aż woda będzie czysta.

       Odcedzamy, do garnka z kaszą wlewamy mleko (oba rodzaje), dodajemy sól i cukier i gotujemy około 15-20 minut. Wszystko zależy od tego, jak miękką kaszę lubimy.

      Mango obieramy, odcianmy miąższ od pestki, kroimy go w kostkę, podajemy z kaszą.

       

      Smacznego :-) 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Jaglanka z mango”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mamajulki080506
      Czas publikacji:
      wtorek, 25 lutego 2014 11:35
  • piątek, 21 lutego 2014
    • Pita z wołowymi klopsikami

       Zgrabne bułeczki wypełnione smakowitym nadzieniem... Mięsne klopsiki smakują zarówno dorosłym, jak i dzieciom, a dodatek warzyw i sos czosnkowy podkręcają smak...

      W sam raz na małe, ciepłe co nieco po powrocie z pracy.

       

      Pita z wołowymi klopsikami

       

       

      klopsiki:

      500 g mielonej wołowiny

      1 mała cebula

      1 jajko

      sól

      pieprz czarny

      olej do smażenia

       

      sos czosnkowy:

      1/4 szklanki majonezu

      1/2 szklanki jogurtu greckiego

      2 rozgniecione ząbki czosnku

      1/2 łyżeczki cukru

      sól

      pieprz czarny

       

      dodatki:

      bułki pita

      sałata

      pomidory

      avocado

       

      Klopsiki:

      Cebulę obieramy, drobno siekamy, jeśli mam mięso w kawałku, wówczas podczas mielenia dodaję też cebulę, która zmielona nadaje klopsikom bardzo dobry smak i aromat. Mięso, cebulę, jaja, sól i pieprz mieszamy i całość dokładnie wyrabiamy dłonią.

      Formujemy kuleczki nieco większe od orzecha włsokiego, lekko spłaszczamy i smażymy na rozgrzanej patelni grillowej posmarowanej odrobiną oleju. Jeśli nie mamy patelni grillowej, smażymy na patelni tradycyjnej.

      Sos czosnkowy:

      Wszystkie składniki sosu mieszamy i odstawiamy na chwilę.

       

      Pomidory kroimy w plastry, avocado kroimy wzdłuż na pół, usuwamy pestkę, łyżką wyjmujemy miąższ i kroimy go w plasterki.

      Bułki pita kroimy ma dwie części i w każdej nożem robimy otwór. Podgrzewamy je na patelni grillowej lub na grillu elektrycznym.

      Do środka każdej połówki bułki wkąłdamy liście sałaty, plastry pomidora, avocado i klopsiki. Polewamy sosem czsonkowym i podajemy.

       

      Smacznego :-)

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mamajulki080506
      Czas publikacji:
      piątek, 21 lutego 2014 09:05
  • czwartek, 20 lutego 2014
  • poniedziałek, 10 lutego 2014
    • Babeczki śniadaniowe z jajecznicą i wędzonym pstrągiem

      Eleganckie śniadanie, ciekawa przekąska, bardzo smaczny duet, a może tercet...

      Kruche ciasto o lekko ziołowym smaku i aromacie, do tego kremowa jajecznica i wędzony łosoś...

      Takie proste, a takie inne...

      Takie małe coś, a poprawia humor od samego rana...

      A Smakowita Pajda, której użyłam zarówno do przygotowania babeczek, jak i jajecznicy, zaskoczyła mnie tym, jak łatwo przy jej pomocy przygotować smaczne i efektownie wyglądające danie, doprawione smakiem...

       

      Babeczki śniadaniowe z jajecznicą i wędzonym pstrągiem

       

       

       

       

      babeczki:

      200 g mąki pszennej

      75 g smalczyku roślinnego Smakowita Pajda z ziołami

      2 żółtka

      szczypta soli

       

      wypełnienie:

      4 jaja

      1 łyżka smalczyku roślinnego Smakowita Pajda z cebulką i jabłkiem

      2 łyżki śmietany 30%

      100 g filetu z wędzonego pstrąga

      sól

      pieprz biały

      świeży tymianek do ozdoby

       

      Wszystkie składniki na babeczki wkładamy do robota kuchennego i siekamy do momentu, aż ciasto zacznie przypominać mokry piasek, wyjmujemy na blat i szybko zagniatamy całość w kulę, zawijamy w folię i wkładamy do lodówki na 1 godzinę.

      Ciastem wylepiamy cienko foremki do babeczek, pieczemy w piekarniku nagrzanym do 180 st.C około 15 minut, aż się zarumienią.

      Wyjmujemy z piekarnika, delikatnie wyjmujemy z foremek i studzimy.

       

      Na patelni rozgrzewamy smalczyk roślinny. Jaja mieszamy ze śmietanką, doprawiamy solą, pieprzem i wlewamy na patelnię. Smażymy do momentu, aż całość się zetnie, uważając, aby jajecznicy nie wysuszyć.

      Pstrąga dzielimy na kawałki.

      W babeczkach umieszczamy jajecznicę wraz z kawałkami pstrąga, dekorujemy świeżym tymiankiem i podajemy.

       

       

       

       

      Smacznego :-)

       

      Przepis bierze udział w zabawie kulinarnej “Smakowita Pajda to kulinarna frajda!", którego sponsorem są ZT Kruszwica S.A. producent smalczyku roślinnego Smakowita Pajda. 

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Babeczki śniadaniowe z jajecznicą i wędzonym pstrągiem”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mamajulki080506
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 10 lutego 2014 21:32

Kalendarz

Styczeń 2015

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 31  

Wyszukiwarka

Autorzy

Zakładki

  • Ulubione

Kanał informacyjny

kontakt: mamajulki080506@gazeta.pl agnieszka.czapska-pruszak@wp.pl Agnieszka Czapska-Pruszak ul. Prusa 24A/1 64-920 Piła tel. 664 426 446 Durszlak.pl Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów
zBLOGowani.pl
Odszukaj.com - przepisy kulinarne