Z pamiętnika piekarnika

Gotuję dla przyjemności i relaksu... Poszukuję nowych połączeń smakowych i niestandardowych składników... A czasami idę na łatwiznę, wyłączam logiczne myślenie, robię byle co z byle czego i efekt okazuje się być zaskakująco dobry... Razem z dziewczynkami dużo czasu spędzamy w kuchni, gotujemy, śmiejemy sie, odrabiamy lekcje... Tak, jak dawniej w moim rodzinnym domu, bo kuchnia to serce domu...

Wpisy

  • poniedziałek, 02 czerwca 2014
    • Zielony koktail z olejem rzepakowym

      W poniedziałek atakujemy optymistycznym zielonym kolorem i uderzeniową dawką witamin i minerałów.

      Wierzcie mi, to jest "zjadliwe", jak zjadliwie stwierdził mój M. podchodząc do szklaneczki jak do jeża:

      - A naprawdę muszę spróbować? Masz tak malutko, a to na pewno jest takie dobre, nie chcę Ci wypić wszystkiego...

      On wspaniałomyślny, to i ja też...

      - Kochanie, nawet ziarenkiem maku bym się z Tobą podzieliła :-))))))

      No i spróbował. Nie miał biedak wyjścia...

      Fakt, dużo nie wypił, bo zielonego się bardzo boi, a zawartość mięsa w koktailu była zerowa...

      Ale za to był olej rzepakowy... Spokojnie, w ilości niewyczuwalnej, ale czasami o właściwościach danego produktu decyduje składnik, którego jest najmniej.

      W środowisku jest to znane pod nazwą prawo minimum Liebiga... Czyli np. o życiu na pustyni decyduje woda, a o pojemności beczki - najkrótsza deska w tej beczce... ogólnie rzecz biorąc czynnikiem ograniczającym jest ten, którego w środowisku, ale też w produkcie, a nawet rzeczy jest najmniej, a ma on kluczowe znaczenie dla danego organizmu, przydatności użytkowania itp...

       

      A po co olej w koktailu? Ano, nie należy zapominać, że mamy witaminy, które rozpuszczają się w tłuszczach: A, D, E, K...

      Poza tym olej rzepakowy jest naturalnym źródłem kwasów omega – 3 i dlatego nie warto faszerować się suplementami diety, w których przyswajalność danego składnika jest niska, zamiast tego sięgnijmy po szklankę pełną zdrowia...

      Zróbcie test, czy po wypiciu jednej szklaneczki nie macie wrażenia, że kolor koktailu jest bardziej zielony? Powinniście mieć, bo kwasy omega-3 pozytywnie wpływają na wzrok... Jeśli kolor dla Was pozostaje ten sam, musicie wypić kolejną szklankę...

        

       

      Zielony koktail z olejem rzepakowym

      

       

       

      1 jabłko Granny Smith

      1 kiwi

      1 duży zamrożony banan w kawałkach

      1 ogórek kiszony

      ½ ogórka zielonego ze skórką

      ½ szklanki szpinaku

      1 łyżeczka miodu

      1 łyżka oleju rzepakowego

      3 gałązki mięty

      ½ szklanki wody gazowanej

      Dodatkowo:

      Jagody goi i listki mięty do dekoracji

       

      Jabłko pokrój w ćwiartki, usuń gniazda nasienne, pokrój w  kostkę.  Kiwi obierz i pokrój na kawałki.
      Ogórka kiszonego i zielonego pokrój w kostkę. Wszystkie składniki umieść w  kielichu blendera i zmiksuj bardzo dokładnie.

      Przelej do szklanek, ozdób jagodami goi i listkami mięty.
      Podawaj natychmiast.

       

       

       

      Smacznego :-)

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Zielony koktail z olejem rzepakowym”
      Tagi:
      Autor(ka):
      mamajulki080506
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 02 czerwca 2014 14:55
  • wtorek, 27 maja 2014
    • Sushi z galaretką i owocami

      Coś, co bardzo zainteresowało moje dzieci. Już od momentu rozpoczęcia pojawiały się pytania:

      - Mamo, a co to jest to zielone? - pytała Julia

      - Sprasowane i wysuszone glony...

      - Fuj... Będziemy to jeść? Pachnie zdechłą rybą... - Mina dziecka bezcenna, a za wszystkie składniki można zapłacić kartą "wiadomo jaką"  :-)

       Julka ma dość bezpośredni sposób wyrażania się o jedzeniu, do czego jesteśmy już przyzwyczajeni, aczkolwiek staramy się, aby jej słownictwo było na nieco bardziej subtelnym poziomie... Ma też wrażliwy nos i bzika na punkcie czystości rąk... Bałagan w pokoju, czy na biurku zupełnie jej nie przeszkadza... a szkoda...

      Potem była setka pytań o zwijanie i owoce, część owoców zjadł M. w czasie, kiedy czekałam, aż ryż wystygnie...

      Efekt bardzo zadowalający, lepszy niż mogłam oczekiwać, zważywszy, że nie mam dużej praktyki w przygotowywaniu sushi...

      Lekko słodki, waniliowy ryż, świeże owoce i galaretka truskawkowa, całość zwinięta w charakterystyczny kształt maki, ale w wersji Futomaki, czyli oprócz ryżu wiele składników w środku...

      Zaskakująco wygląda to w połączeniu z kubkiem kawy :-)

       

      Sushi z galaretką i owocami

      

       

       

      3/4 szklanki ryżu arborio (ryż do risotto)

      1 i 3/4 szklanki mleka

      2 łyżki cukru waniliowego (najlepszy domowy)

      szczypta soli

      1 laska wanilii

       

      dodatkowo:

      1 galaretka truskawkowa Winiary

      2 arkusze  glonów nori

      1/2 mango

      6 truskawek

      1/4 melona Galia

      2 gałązki mięty

       

      mata bambusowa

       

      Zaczynamy od rozpuszczenia galaretki w połowie ilości wody podanej na opakowaniu i wystudzeniu. Wystudzoną galaretkę przelewamy do płaskiego naczynia i odstawiamy do lodówki do stężenia.

      W garnku zagotowujemy mleko, wsypujemy ryż, cukier i sól, dodajemy przekrojoną wzdłuż laskę wanilii wraz z wyskrobanymi z niej ziarenkami i gotujemy około 25 minut, aż całe mleko zostanie wchłonięte przez ryż. Odstawiamy do wystudzenia, usuwamy laskę wanilii.

      Melona i mango obieramy. Owoce kroimy w słupki podobnej wielkości, o grubości około 0,5 cm.

      Stężałą galaretkę wyjmujemy z pojemnika na deskę do krojenia i kroimy w słupki wielkości słupków owocowych.

      Na macie bambusowej rozkładamy pierwszy arkusz glonów nori, rozprowadzamy na nim połowę wystudzonego ryżu tak, aby z jednej strony pozostawić 1 cm wolny margines.

      Na ryżu rozkładamy listki mięty, słupki owoców i galaretki.

       

      Pomagając sobie matą, zwijamy całość w rulon, dobrze dociskamy.

      Rulon kroimy w kawałki o szerokości około 1,5 cm.

       

       

       

       

       

       

       

      Rozpocznij owocowy sezon z galaretkami WINIARY!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mamajulki080506
      Czas publikacji:
      wtorek, 27 maja 2014 09:08
  • poniedziałek, 26 maja 2014
    • Czekoladowa rolada z musem truskawkowym i robaczkami

      W samym cieście nie ma nic niezwykłego, poza tym, ze jest niezwykle lekkie i smaczne.

      Czekoladowy biszkopt z olejem (zamiast masła) oraz mus truskawkowy, zrobiony na bazie jogurtu greckiego zamiast śmietany. Nawet polewa czekoladowa jest nieco odchudzona, bo czekolada zawiera 60% kakao, a zamiast śmietanki 30% rozrzedziłam ją mlekiem...

      Dodatkową atrakcją, szczególnie dla dzieci są "robaczki" z galaretki. Jest z nimi trochę zabawy podczas przygotowywania, ale całość wygląda interesująco i dość koszmarnie, co jednak dzieciom bardzo odpowiada :-)

      

      Czekoladowa rolada z musem truskawkowym i robaczkami

      

      

       

       

       

       

      biszkopt:

      4 jaja

      3/4 szklanki cukru

      4 łyżki oleju rzepakowego

      2 łyżki wody

      3/4 szklanki mąki pszennej

      2 łyżki kakao gorzkiego

      1,5 łyżeczki proszku do pieczenia

       mus truskawkowy:

      400 g truskawek + kilka dodatkowych

      400 g jogurtu greckiego

      2 galaretki truskawkowe Winiary

      dodatkowo:

      100 g gorzkiej czekolady 60% zaw. kakao

      3 łyżki mleka

      1 galaretka truskawkowa Winiary

      1 galaretka agrestowa Winiary

       

      Robaczki z galaretki

       

      Słomki do napojów (muszą być dobrej jakości, mocne) zginamy na końcówkach i zaklejamy taśmą klejącą.

      

      

      Galaretkę truskawkową i agrestową rozpuszczamy w połowie ilości wody podanej na opakowaniu, studzimy i przelewamy do naczynia z dzióbkiem, z którego łatwo nam będzie przelać płyn cienkim strumieniem.

      Słomki wkładamy do słoika w pozycji pionowej, zaklejoną częścią w dół. Wszystkie słomki chwytamy dłonią tak, aby były jak najbliżej siebie  i delikatnie, i powoli wlewamy do nich najpierw jedną, a później drugą galaretkę. Część galaretki na pewno nie trafi tam, gdzie powinna, tylko do słoika, ale wówczas można ją ponownie spróbować wlać do słomek. Proces wlewania galaretki do słomek wymaga cierpliwości i nieco precyzji, próbowałam robić to strzykawką, ale problemem było to, że powietrze ze słomek nie miało jak odejść. W każdym razie da się, trzeba tylko próbować.

      Napełnione słomki odstawiamy do lodówki, aby galaretka stężała. Następnie wyjmujemy słomki z lodówki, opłukujemy gorącą wodą i zaczynając od zaklejonego końca wyciskamy galaretkę( tak jak w lodach wodnych).

       

      Biszkopt:

      Jaja ubijamy z cukrem do białości, dolewamy olej i wodę, miksujemy. Mąkę, proszek do pieczenia i kakao mieszamy razem i przesiewamy przez sitko do masy jajecznej. Mieszamy delikatnie łyżką.

      Masę przekładamy na dużą, płaską blaszkę (taką z wyposażenia piekarnika), wyłożoną papierem do pieczenia, wyrównujemy łyżką, wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180 st.C i pieczemy ok. 12 minut.

      Wyjmujemy.

      Na blacie rozkładamy kawałek papieru do pieczenia wielkości naszego biszkoptu, delikatnie przekładamy na niego upieczony placek wierzchem na dół i zrywamy papier, który przywarł do ciasta.

      Pomagając sobie papierem, na którym leży placek, zwijamy jeszcze ciepłe ciasto w roladę, odstawiamy do wystudzenia.

       

      Mus truskawkowy:

      Galaretki rozpuszczamy w 1/2 szklanki wody. Mieszamy do momentu, aż cała żelatyna zawarta w galaretce ładnie się nam rozpuści.

      Truskawki myjemy, usuwamy szypułki, miksujemy blenderem, dodajemy jogurt i wystudzoną galaretkę, ponownie miksujemy i odstawiamy do lodówki, aż zacznie tężeć. Mus musi być porządnie stężały, bo w przeciwnym przypadku trudno nam będzie zwinąć roladę (masa będzie "uciekała" bokami).

      Roladę rozwijamy, rozsmarowujemy na niej stężały mus truskawkowy, zostawiając po bokach 3 cm margines, na musie układamy pokrojone w plasterki truskawki i pomagając sobie papieprem na którym leży ciasto, zwijamy całość w roladę. Owijamy papierem do pieczenia, aby utrzymała kształt i wstawiamy do lodówki do całkowitego stężenia.

      Polewa:

      Czekoladę roztapiamy w kuchence mikrofalowej lub kąpieli wodnej, mieszamy z mlekiem i rozprowadzamy na roladzie.

      Ciasto kroimy w kawałki, podajemy z robaczkami i truskawkami.

       

       

       

       

       

       

      Smacznego :-) 

       

      Rozpocznij owocowy sezon z galaretkami WINIARY!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mamajulki080506
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 26 maja 2014 15:26
  • środa, 21 maja 2014
    • Drożdżówka z rabarbarem i olejem rzepakowym (bez wyrabiania)

      Były czasy, kiedy ciasto drożdżowe było tym czymś, przez co płakałam, obserwując, jak w piekarniku ciasto nie rośnie/ rośnie, a potem opada/nie dopieka się/przepieka się itd, itp... Każdy kto mi dzisiaj powie, że zrobienie dobrej drożdżówki to pestka, odpowiem, żeby popukał się w czoło...

      Zrobienie dobrej drożdżówki to nie byle jakie wyzwanie, mnie kosztowało lata ćwiczeń i nawet dzisiaj nie zawsze jestem zadowolna z efektów. Dobra drożdżówka jest mięciutka, maślana (takie lubię najbardziej), odpowiednio wypieczona, ale absolutnie nie przepieczona... Jest najlepsza ze szklanką dobrej jakości zimnego mleka...

      Ale wracając do dzisiejszego wpisu...

      Zatem w czasach, kiedy nie bardzo potrafiłam zrobić dobrą drożdżówkę, w ręce wpadł mi przepis (a może to mojej mamie wpadł, nie pamiętam już, z 10 lat upłynęło...) na drożdżówkę bez wyrabiania... Ot, wrzucało się składniki do miski, zostawiało na jakiś czas, a potem zmieszało, piekło i w niedługim czasie mieliśmy małe co nieco do kawy...

      I choć dzisiaj piekę nieco lepiej niż wtedy, od czasu do czasu sięgam po stary, sprawdzony przepis.

      Dla tych, którzy unikają cholesterolu dodam, że przepis nie zwiera masła, tylko olej rzepakowy, który jest naturalnym źródłem kwasów Omega - 3 i dlatego warto zastąpić nim masło w przepisach.

       

      Drożdżówka z rabarbarem i olejem rzepakowym (bez wyrabiania)

      

       

       

      50 g świeżych drożdży

      4 jaja

      200 ml oleju rzepakowego

      3/4 szklanki cukru

      125 ml mleka

      500 g maki pszennej

      1/2 łyżeczki soli

      ziarenka z 1 laski wanilii

       

      kruszonka:

      100 g mąki pszennej

      50 mielonych migdałów

      3 łyżki oleju rzepakowego

      4 łyżki cukru

       

      dodatkowo:

      3 łodygi rabarbaru

       

      Do miski wkładamy pokruszone drożdże, zasypujemy cukrem, wbijamy jajka, całość zalewamy olejem, mlekiem i zasypujemy mąką wymieszaną z solą i ziarenkami wanilii. Nie mieszając, przykrywamy miskę ściereczką, wstawiamy na noc do lodówki.

      Następnego dnia, miskę z ciastem wyjmujemy z lodówki, zawartość mieszamy mikserem zaopatrzonym w hak do momentu, aż całość będzie dobrze połączona, bez grudek, przekładamy do blaszki o wymiarach 25X30 cm, wyłożonej papierem do pieczenia, wyrównujemy powierzchnię.

       

      Łodygi rabarbaru obieramy, kroimy na 0,5 cm kawałki, układamy na cieście.

       

      Wszystkie składniki kruszonki mieszamy dokładnie, posypujemy nią ciasto.

       

      Blaszkę z ciastem wstawiamy do zimnego piekarnika, ustawiamy temperaturę na 170 st.C i pieczemy ok. 30 - 35 minut od momentu, kiedy piekarnik osiągnie ustawioną temperaturę. Przed wyjęciem sprawdzamy patyczkiem ,czy ciasto jest upieczone.

       

      Z drożdżówką jest niestety tak, że dobrze trzeba znać sówj piekarnik, żeby wiedzieć, jak dobrze upiec w nim ciasto drożdżowe, przynajmniej takie wnioski wyciągnęłam podczas moich przygód z drożdżowym ciastem.

       

       

       

      Smacznego :-)

      

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Drożdżówka z rabarbarem i olejem rzepakowym (bez wyrabiania)”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mamajulki080506
      Czas publikacji:
      środa, 21 maja 2014 14:59
  • piątek, 16 maja 2014
    • Brownie bez pieczenia (bezglutenowe, wegańskie) z olejem rzepakowym

      Na przepis natknęłam się już dawno temu, w książce You are what you eat, którą tak przy okazji bardzo polecam... Można znaleźć w niej dużo inspiracji na zdrowe dania, zaczerpnąć nieco wiedzy o właściwościach odżywczych poszczególnych produktów, a także o wpływie składników odżywczych na nasz organizm... Wszystko podane w prosty sposób.

      Książka przeznaczona dla osób z różnego rodzaju nietolerancjami pokarmowymi, ale i nam, zdrowym na ciele i duchu (mam nadzieję) też nie zaszkodzi spróbować tego, czy owego i z niektórych pokarmów od czasu do czasu zrezygnować...

      No to do rzeczy...

      W przepisie miały być orzechy brazylijskie, ale te, które akurat były w sklepie nie zachęcały do kupna, więc zastąpiłam je mieszanką nerkowców i włoskich. Z braku karobu jest kakao gorzkie, dodałam nieco śliwek suszonych, których w oryginale brakuje i olej rzepakowy, który jest naturalnym źródłem kwasów omega-3 i dlatego warto go przemycać w naturalnej postaci tam, gdzie tylko możemy. Słodkie dania są chętnie jedzone przez dzieci, zupełnie odwrotnie jest u mnie z surówkami, niestety...

      A jeśli tutaj również działa zasada synergizmu, a działa, bo są witaminy wchłaniane tylko w obecności tłuszczów i minerały, które lepiej są przyswajane w obecności swoich kolegów po fachu (np. wapń jest lepiej wchłaniany w obecności witaminy D, a ta z kolei jest rozpuszczalna w tłuszczach), więc cały łańcuch zależności mamy...

      Ciasto jest łatwe w przygotowaniu, konsystencją przypomina dobrze zrobione brownie (czyli ciasto zakalec), jest słodkie i aksamitne. Ci, który lubią cos pochrupać, też powinni je polubić...

      No i jak ładnie zagłusza wyrzuty sumienia po jedzeniu... Właściwie nawet zapobiega wyrzutom sumienia, bo wystarczy spojrzeć na skład i od razu odczuwamy przyjemną świadomość, że tym małym słodkim co nieco robimy mnóstwo dobrego dla naszego zdrowia, urody i dobrego samopoczucia...

      Rozpisałam się za bardzo, wiec na koniec powiem, że POLECAM!!!!!

       

      Brownie bez pieczenia (bezglutenowe, wegańskie) z olejem rzepakowym

       

       

       

       

      Masa podstawowa:

      200 g orzechów nerkowca

      100 g orzechów włoskich

      garść rodzynek

      10 sztuk suszonych śliwek

      100 g daktyli bez pestek

      2 łyżki kakao gorzkiego

      60 g siemienia lnianego (zmielony len)

      2 łyżki oleju rzepakowego

      1/8 łyżeczki soli (opcjonalnie)

      

      Dodatkowo:

      100 g pestek słonecznika

      100 g posiekanych orzechów włoskich

      

       

      Orzechy nerkowca i włoskie (te do masy podstawowej) zalewamy wodą i zostawiamy na noc do napęcznienia. Następnie odcedzamy i razem z rodzynkami, daktylami, suszonymi śliwkami i kakao umieszczamy w misie malaksera (robot kuchenny z nożykami), dolewamy 250 ml wody, olej rzepakowy i miksujemy tak dokładnie, jak tylko nasze urządzenie da radę. W trakcie miksowania kilkukrotnie zbieramy łopatką ciasto ze ścianek naczynia, aby wszystko zostało dokładnie zmiksowane.

      Do masy dodajemy orzechy włoskie, słonecznik i smakujemy, dodajemy sól albo nie, jak zdecydujecie, sól jednak wzmacnia pozostałe smaki, więc warto jej dodać szczyptę... można dodać więcej daktyli, jeśli ciasto będzie dla Was za mało słodkie... Całość przekładamy do foremki siliconowej (20x20) lub formy wyłożonej papierem do pieczenia. Wstawiamy do lodówki na min 1 godzinę. Następnie kroimy na porcje.

       

       

       

      Smacznego :-)

       

      Przepis bierze udział w konkursie  Blogerzy odkrywają walory oleju rzepakowego.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Brownie bez pieczenia (bezglutenowe, wegańskie) z olejem rzepakowym”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mamajulki080506
      Czas publikacji:
      piątek, 16 maja 2014 09:52
  • czwartek, 15 maja 2014
    • Sorbet truskawkowy

      Najprostsze na świecie lody truskawkowe, w których zakochało się moje "mało wymagające" dziecko...

      Tylko truskawki (udało nam się kupić polskie, koszmarnie drogie jeszcze są...) woda, cukier i sok z cytryny...

      Piękny kolor i niesamowity smak, proste w przygotowaniu, już zjedzone :-)

      Nie przepadam za lodami, więc jak już coś lodowego zrobię i pochwalę, to musi być naprawdę COŚ...

       

      Sorbet truskawkowy

       

       

       

      500 g truskawek

      1/4 szklanki wody

      1/4 szklanki cukru

      sok z 1/2 cytryny

       

       

      Wodę z cukrem zagotowujemy i gotujemy około 5 minut na wolnym ogniu, powstanie syrop. Studzimy.

      Do syropu dodajemy truskawki, sok z cytryny i wszystko miksujemy dokładnie blenderem.

      Schładzamy w lodówce, a następnie przelewamy do maszynki do lodów i dalej postępujemy zgodnie z zasadą działania naszego urządzenia.

      Jeśli nie mamy maszynki do lodów, to masę wlewamy do pojemnika, wstawiamy do zamrażalnika i co 30 minut wyjmujemy i miksujemy blenderem, aby rozbić tworzące się kryształki lodu. Po 4 krotnym powtórzeniu tej czynności (zakładając, że nie zapomnicie) będziecie mieli dość i jeśli często robicie lody, to zainwestujecie w maszynkę do lodów...

      Swoją kupiłam w LIDLU za ok. 79 zł, dwa lata temu. Jak na potrzeby 4-osobowej rodziny, sprawdza się bardzo dobrze.

       

      Smacznego :-)

      

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Sorbet truskawkowy”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mamajulki080506
      Czas publikacji:
      czwartek, 15 maja 2014 11:47
  • środa, 14 maja 2014
    • Tort bakaliowy z kremem brzoskwiniowym

       

       Osiem lat zleciało, nawet nie wiem kiedy...

      Osiem late temu miała niecałe 3 kg i piszczała cicho, a dzisiaj ledwo co ją podnoszę do góry i pyskuje :-)

      Ciasto urodzinowe Julki.

      Wybór tortu był niezwykle łatwy, chciałabym mieć umiejętność tak szybkiego podejmowania decyzji, jak moje dziecko...

      Jaki miał być? Marchewkowy, bez niczego...

      Kurcze blade, prowadzę blog kulinarny, nie mogłam przecież wyskoczyć z najprostszym ciastem na oleju z marchewką i polewą czekoladową...

      Uznając życzenie dziecka za zbyt mało wymagające, mała dostała ciasto marchewkowe bez niczego, a tort, napakowany różnymi dodatkami posłużył do zdmuchnięcia świeczek i zachwycił gości...

       

      A poważnie...

      Mimo znacznej ilości białek, spód jest raczej biszkoptowy niż bezowy, miękki, napakowany słonecznikiem, wiórkami i wafelkami, inspirowany przepisami na tort Prince Polo znalezionymi w necie, aczkolwiek efekt to zupełnie coś nieoczekiwanego...

      Słonecznik w cieście, to efekt braku większej ilości orzechów włoskich i brak czasu na rozłupywanie tych, które mam od mamy, jednocześnie grzechem byłoby kupować łuskane, kiedy mam własne, więc taki kompromis... Możecie dać orzechy, jeśli chcecie...

      Zupełnie inny od przedstawianego wcześniej Ferrero Rocher nie tak chrupiący, nie tak słodki, delikatniejszy, ale nie lekki...

      Polecam, gościom bardzo przypadł do smaku...

       

      Tort bakaliowy z kremem brzoskwiniowym

       

       

       

      8 białek

      3 żółtka

      szczypta soli

      200 g cukru

      100 g mielonych orzechów włoskich

      100 g prażonego na suchej patelni słonecznika

      100 g wiórków kokosowych

      100 g wafelków Prince Polo (2 wafle XXL pokruszone na kawałki)

      100 g rodzynek

      3 łyżki rumu ciemnego

      2 łyżki mąki pszennej

      1 łyżeczka proszku do pieczenia

       

      krem

      1 puszka brzoskwiń w syropie (850 g)

      4 łyżki cukru

      2 łyżki mąki ziemniaczanej

      2 czubate łyżki mąki pszennej

      5 żółtek

       

      dodatkowo:

      200 g masła

       

      Rodzynki zalewamy rumem, odstawiamy do naciągnięcia. Zalane czymkolwiek rdzynki wkąłdam zawsze na kilkanaście senkund do mikrofalówki, ciepłe szybciej wchłaniają płyn (a może ja mam tylko takie wrażenie)

      Białka ubijamy na sztywno ze szczyptą soli, dodajemy cukier i ubijamy do jego całkowitego rozpuszczenia, dodajemy żółtka i miksujemy, nastepnie pozostałe składniki i delikatnie mieszamy łyżką.

      Masą napełniamy 3 tortownice o średnicy 21-22 cm (u mnie jedna tortownica i dwie foremki siliconowe do tarty, z pofalowanymi brzegami, co zupełnie nie przeszkadza, bo dokoła tortu i tak będzie krem), wstawiamy do piekarniak nagrzanego do 180 st.C na 15-20  minut, wyjmujemy, studzimy.

      Krem:

      Brzoskwinie odcedzamy z syropu. Odmierzamy syrop i dolewamy tyle wody, aby mieć 500 ml płynu, zagotowujemy.

      Żółtka ubijamy z cukrem, dodajemy oba rodzaje mąki, pół szklanki wody i całość wlewamy na gotujący się sok z brzoskwiń, zagotowujemy cały czas mieszając. Zdejmujemy z ognia, przykrywamy wierzch folią spożywczą, aby nie utworzył się kożuch i studzimy.

      Miękkie masło ucieramy z ugotowanym brzoskwiniowym budyniem na gładki krem.

      Odkładamy 2-3 połówki brzoskwiń, a resztę siekamy drobno i dodajemy do kremu, mieszamy.

      Masą przekładamy krążki ciasta, zostawiając część na posmarowanie boków i wierzchu, wierzch ozdabiamy odłożonymi brzoswiniami, startą czekoladą lub czymkolwiek mamy ochotę...

      Najlepiej przygotować rano, aby ciasto nieco zmiękło.

       

       

      Moja ośmiolatka...  

      

       

       

      Wciąż nieduża, bo zabrakło powietrza w płucach, aby zdmuchnąć świeczki za jednym "dmuchem"...

       

       

      Smacznego :-)

      

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Tort bakaliowy z kremem brzoskwiniowym”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mamajulki080506
      Czas publikacji:
      środa, 14 maja 2014 16:18
  • poniedziałek, 12 maja 2014
    • Spaghetti prawie bolognese

      Czy da się zrobić klasykę bez mielonego mięsa?

      Nie ma co ukrywać, że to nigdy nie będzie to samo. Tak, jak sernik bez sera nie będzie prawdziwym sernikiem, choćby nie wiem jak ktoś mnie przekonywał, że nie czuć różnicy, tak smalec z fasoli nie będzie prawdziwym smalcem... Choć oba mogą być pyszne, zarówno sernik bez sera, jak i smalec z fasoli... Ba, jestem pewna, że są pyszne, bo je robiłam :-)

      Ale to wciąż będzie tylko "PRAWIE...", a prawie robi różnicę...

      Więc nie wmawiając, że nie zauważycie różnicy, bo zauważycie, proponuję Wam małe kłamstewko w sam raz na piątek (wiem, że głupio pisać o piątku w poniedziałek, wybaczcie...). Możecie to zrobic choćby jutro, a może nawet dzisiaj...

      Mięso zastępujemy soczewicą, reszta podobnie, jak w klasycznym przepisie na spaghetti bolognese...

       

      Spaghetti prawie bolognese

       

       

      200 g razowego makaronu spaghetti

       

      2 łyżki oleju rzepakowego

      1 cebula

      1 ząbek czosnku

      1 marchewka

      400 g pomidorów bez skórki z puszki

      4 łyżki koncetratu pomidorowego

      25 g gorzkiej czekolady

      1/2 szklanki soczewicy zielonej

      sól

      pieprz czarny

      suszone oregano

      suszone bazylia

      cukier

       

      Na oleju podsmażamy posiekaną cebule i czosnek, po chwili dodajemy obraną i pokrojoną w drobną kostkę marchew. Patelnię przykrywamy pokrywką i smażymy całość 10 minut, dodajemy soczewicę, pomidory z puszki, koncentrat pomidorowy i szklankę wody, mieszamy, przykrywamy i gotujemy 25- 30 minut, aż soczewica będzie bardzo miękka. Jeśli jest taka konieczność, to dolewamy jeszcze trochę wody. Doprawiamy sola, pieprzem, ziołami i cukrem do smaku.

      Podajemy z makaronem ugotowanym na "jędrno" czyli al dente.

      

       

       

       

       Smacznego :-)

       

       

       Inspiracja z książki You are what you eat cookbook

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mamajulki080506
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 12 maja 2014 12:32
  • piątek, 09 maja 2014
    • Wiosenne naleśniki z serkiem i warzywami

       Wiosenne naleśniki w wiosennym kolorze...

      Z serkiem i warzywami, mogą być ciekawą odmianą weekendowego śniadania...

      Jak to naleśniki, zawsze wszystkim smakują...

       

       

      Wiosenne naleśniki z serkiem i warzywami

      

      

      

      naleśniki:

      1/2 szklanki mąki pszennej

      1 szklanka mleka

      100 g szpinaku (może być
      mrożony)

      sól

      1 łyżka oleju

      kilkanaście listków roszponki

      farsz:

      250 g twarogu

      4 łyżki jogurtu naturalnego

      1/2 pomarańczowej papryki

      10 sztuk pomidorków koktailowych

      1/2 długiego ogórka

      kiełki brokułu

      sól

      pieprz czarny

       

       

       

       Naleśniki:

      Jeśli mamy świeży szpinak, to go przelewamy wrzątkiem i dokładnie odciskamy, jeśli mrożony, to rozmrażamy i dokładnie odciskamy wodę. Wszystkie składniki, oprócz roszponki, wkładamy do miski i mieszamy blenderem (!), co pozwoli nam dokładnie zmiksować szpinak. Na teflonowej patelni smażymy cienkie naleśniki. Z podanej porcji powinno wyjść około 8-9 sztuk.

      Farsz:

      Twaróg dokładnie miksujemy z jogurtem, doprawiamy solą i pieprzem do smaku. Paprykę kroimy w kostkę, ogórka w cienkie plasterki, a pomidorki w ćwiartki. Na jednej połowie naleśnika rozsmarowujmy porcję twarożku, posypujemy papryką, układamy plasterki ogórka, pomidorki i dodajemy kiełki brokułu, przykrywamy drugą połową naleśnika i składamy na pół.

      Podajemy.

      

       

       

      Smacznego :-)

       

       

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mamajulki080506
      Czas publikacji:
      piątek, 09 maja 2014 11:36
  • czwartek, 08 maja 2014
    • Ciasteczka jak digestive

       

      A gdyby tak w domu zrobić coś, co zazwyczaj się kupuje? 

      Plusem domowych wypieków i gotowania jest to, że mamy taniej i zdrowiej niż ze sklepu, pomijam kwestię relaksu w kuchni, bo tak, jak ja nie oglądam sportu, bo mnie nic w tym nie bawi, tak nie wszyscy muszą się relaksować w kuchni...

      Ale nawet Ci, którzy do kuchni zaglądają z "musu", na pewno będą zadowoleni, kiedy po trudach i znojach kuchennych zmagań, zasiądą z kawą przy takim ciasteczku...

       

       

      Ciasteczka jak digestive

       

      

       

       

      1,5 szklanki płatków owsianych

      1 szklanka mąki razowej

      1 łyżeczka proszku do pieczenia

      1/2 szklanki cukru trzcinowego

      100 g masła

      1/3 łyżeczki soli

      4-5 łyżek mleka

      polewa:

      ok. 100 g mlecznej czekolady

      4 łyżki śmietanki 30%

       

      Wszystkie składniki na ciasta wkładamy do robota kuchennego (malaksera) i miksujemy do momentu, aż uzyskamy okruchy, dodajemy po 1 łyżce mleka i w momencie, kiedy ciasto zacznie zacznie przypominać mokry piasek (będzie zbijało się w grudki/kruszonkę) kończymy miksowanie.

      Wyjmujemy z ciasto z misy robota, zagniatamy szybko, formujemy wałek, owijamy folią spożywczą i wkładamy do lodówki na godzinę. Po stwardnieniu łatwiej nam będzie pokroić ciastka.

      Kroimy na grubość 0,4 mm, układamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia i pieczemy około 15-20 minut.

      Studzimy na kratce, wystudzone polewamy polewą.

      Polewa:

      Czekoladę roztapiamy w kapieli wodnej, mieszamy ze śmietanką i jak zgęstnieje, smarujemy nią ciasteczka.

       

      Ciastka przechowujemy w zamkniętym pojemniku. Ja trzymałam je w lodówce, czekolada wówczas tak przyjemnie chrupie.

       

       

       

      Smacznego :-)

       

      Inspiracja

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Ciasteczka jak digestive”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mamajulki080506
      Czas publikacji:
      czwartek, 08 maja 2014 10:03

Kalendarz

Maj 2015

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31

Wyszukiwarka

Autorzy

Zakładki

  • Ulubione

Kanał informacyjny

kontakt: mamajulki080506@gazeta.pl agnieszka.czapska-pruszak@wp.pl Agnieszka Czapska-Pruszak ul. Prusa 24A/1 64-920 Piła tel. 664 426 446
Durszlak.pl Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów
zBLOGowani.pl
Odszukaj.com - przepisy kulinarne