Z pamiętnika piekarnika

Mam troje dzieci, pracę na cały etat, gotuję, fotografuję, bloguję... Jeśli ja mogę, to Ty również... Naprawdę da się to wszystko połączyć i dobrze się przy tym bawić..

Wpisy

  • czwartek, 08 grudnia 2016
    • Jaglane tiramisu latte z rumem

      Nic tak nie rozgrzewa w zimowe wieczory, jak coś pysznego wieczorkiem...

      Nic tak nie poprawia humoru, jak czekolada, albo bita śmietana, albo jedno i drugie razem...

      Kiedy wszystko idzie nie tak... Starsze dziecko przynosi pałę ze szkoły... Młodsze nie daje zrobić fotki, wspinając się, jak alpinista, po statywie...który jest niezbędny, gdy światła za oknem nie ma nawet na lekarstwo...

      Słonecznik, zamiast uprażyć się pięknie na patelni, wygląda jak spalony węgiel, roznosząc wokół zapach spalenizny, wyczuwalny nawet na klatce schodowej...

      Jedna z dwóch szklanek przeznaczonych do zdjęć ląduje na kafelkach w kuchni, a nieszczęsne szkło leci aż do pokoju (Jak to, do cholery, jest możliwe?????)...

      Chwytasz dziecko, wpychasz w fotelik i wrzeszczące przypinasz, żeby nie wylazło...  lecisz z miotłą za tymi szkłami, obiecując sobie, że jeszcze podłogę przetrzesz, żeby dziecię na szkło nie trafiło... językiem...

      Patrzysz to to całe pobojowisko i już nie wiesz co robić...

      Wtem przypominasz sobie, jak to się zaczęło...

      Chciałaś wypić kawę, wcześniej tylko pstryknąć fotkę...

      Wróć !!! Wdech... Wydech...

      Robisz najpyszniejszą kawę na świecie, siadasz w fotelu, przy kominku, popijasz w ciszy i spokoju... Otwierasz oczy...

      Nie ma ciszy, nie ma spokoju i nawet nie ma kominka

      Ale kawa jest :-)

      Najpyszniejsza na świecie, ratująca w mentalnym kryzysie, taka, którą możesz pić nawet z wrzeszczącym dzieckiem wspinającym się po Twojej nodze i daje Ci to ogromną przyjemność... Koi nerwy i poprawia humor...

      Musisz tylko pamiętać, aby przygotować jej więcej, bo na jej zapach zaczynają się schodzić do kuchni pozostali domownicy i jeśli nie chcesz się dzielić swoim kubkiem, miej w pogotowiu kilka kaw... dla dzieci bez alkoholu...

       

      Jaglane tiramisu latte z rumem


       

       

      warstwa jaglana: 

       2 łyżki ugotowanej kaszy jaglanej

      1/3 szklanki gorącego mleka (może być roślinne)

      3 daktyle bez pestek

      warstwa kawowa:

      2 łyżeczki kawy zbożowej Inka Magne

      1/4 szklanki gorącej wody

      4 kostki mlecznej czekolady

      warstwa śmietanowa:

      50 ml śmietanki 30%

      2 łyżki rumu

      1/2 łyżeczki cukru brązowego (więcej, jeśli lubicie bardzo słodkie)

      dodatkowo:

      kwa Inka Magne  do posypania

      2 biszkopty fingers

       

      Wszystkie składniki warstwy jaglanej miksujemy dokładnie za pomocą blendera, wlewamy do szklanki.

      Czekoladę roztapiamy w gorącej kawie. Warstwę czekoladowo-kawową delikatnie wlewamy na warstwę jaglaną. Robimy to przy pomocy łyżki odwróconej wypukłą stroną do góry, po której cienką strużką wlewamy kawę.

      Schłodzoną mocno śmietankę mieszamy z rumem, dodajemy cukier i ubijamy blenderem z końcówką do ubijania na sztywno.

      Za pomocą szprycy wykładamy śmietanę na  gorącą kawę.  Część śmietany natychmiast rozpuści się w kawie, reszta zostanie na wierzchu.

      Do tak przygotowanej kawy wkładamy po biszkopcie, posypujemy kawą zbożową Inka magnez i podajemy.

       

       

       

       

       

       

      Smacznego :-)

       


      Łączy przyjemne z naturalnym

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mamajulki080506
      Czas publikacji:
      czwartek, 08 grudnia 2016 11:04
  • środa, 07 grudnia 2016
    • Pieczona szynka na kanapki

      Od kiedy Julce posmakował chleb na zakwasie pieczony przez babcię Krysię, liczba osób jadająch go wzrosła do dwóch: ja i Julka.

      Ale oznaczało to automatycznie, że chleb należy zacząć piec samodzielnie, bo wyjazdy do babci, z racji odległości (300 km) są ograniczone...

      Przywieziony został zatem zakwas, regularnie karmiony, robiony zaczyn i tak dalej... Nigdy nie myślałam, że zacznę się bawić w piekaarza, po smutnych skutkach pieczenia chleba z przeszłości, ale jak Julia (najchudsza w rodzinie) coś już jada ze smakiem, to mamusia rękawy zakasuje po łokcie i dalej, dziecku dogadzać...

      Ale oprócz chleba na zakwasie (teraz już w wersji "de luxe", z ziarnami słonecznika i dyni), Julce posmakowała też pieczona karkówka babci. Potężny plaster na kawał dużej kromy takiego chleba... Pychota!!!

      Zatem oprócz chleba na zakwasie, pieczemy też karkówkę na zmianę z szynką...

      A co, jak sobie dogadzać, to na całego.

      Biorąc pod uwagę fakt, że jakość wędlin w sklepach pozostawia wiele do życzenia, a Jasiek też chętnie zerka na mięsko, takie pieczyste weszło na stałe do naszego domowego rytuału...

      Bardzo Wam polecam, nie ma z tym dużo pracy, właściwie tylko oczekiwanie, aż mięso się zamarynuje w przyprawach (zawsze doprawiam i wstawiam na noc do lodówki), a później pieczenie.

      Ostatnio z "rosołu", spod szynki był sos do obiadu, reszta została pokrojona na kanapki do szkoły...

       

      Pieczona szynka na kanapki


       

       

      1 kg szynki w kawałku

      2 łyżki suszonego czosnku niedźwiedziego

      1 łyżka majeranku

      1 ząbek czosnku

      1 łyżeczka soli

      pieprz czarny

      1 łyżeczka papryki słodkiej czerwonej

      4 ziarna ziela angielskiego

      2 liście laurowe

       

      Czosnek kroimy w plasterki, układamy na dnie naczynia żaroodpornego, dodajemy ziele angielskie i pokruszone liście laurowe.

      Pozostałe przyprawy mieszamy razem i nacieramy nimi szynkę. Szynkę układamy na przyprawach, zamykamy naczynie i wstawiamy na noc do lodówki. Następnego dnia wyjmujemy naczynie z szynką z lodówki, wstawiamy do zimnego piekarnika (jeśli jest szklane, należy uważać aby nie pękło z powodu różnicy temperatur), nastawiamy temperaturę na 180 st.C i pieczemy około 1,5 godziny.

      Studzimy i kroimy na plasterki.

       

      Smacznego :-) 


       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mamajulki080506
      Czas publikacji:
      środa, 07 grudnia 2016 07:44
  • poniedziałek, 05 grudnia 2016
    • Śniegowiec

       

      Gdzie się podziałeś CZASIE????

      A czas ucieka, już nie tylko przez palce, ale mam wrażenie, że przez każdą najmniejszą dziurkę... nawet przez Jasiowe, grube paluszki, zaciśnięte mocno na koralikach od żaluzji wiszących w oknie balkonowym, w momencie, kiedy dziko wrzeszczącego próbuję go od nich oderwać...

      I wracam pamięcią do dzieciństwa i wydaje mi się, że wtedy czas płynął zdecydowanie wolniej...

      Ciemno robiło się dopiero po powrocie do domu... Teraz wychodząc z pracy wita mnie już półmrok, mimo, że jestem pierwszą, która opuszcza biuro...

      W dzieciństwie o tej porze roku, drogi były pokryte mocno ubitym śniegiem, a chodniki były zupełnie nie do przebrnięcia, tak że nawet dziecię słuchające rodziców tak, jak ja, nie dało rady nimi iść, bo nogi zapadały się w śnieżny puch po samą... tę część ciała, którą wtedy zakrywały grube i ciepłe kurtki...

      Teraz wracając z pracy moczę sobie moje zamszowe kozaczki w tym czymś, co było wcześniej nędzną namiastką śniegu, a ta część ciała, którą przykrywała w dzieciństwie ciepła kurtka, marznie mi okryta zgrabną kurteczką...  jak głowa, na której konsekwentnie nie noszę czapki...

      Cóż... moda...

      W dzieciństwie  wszyscy ubierali się tak samo, a moda była w Paryżu, nie w Kozłowie :-) 

      Wracam do domu, spoglądam na dzieci i wiem, że czekają na święta tak  samo, jak czekałam ja...

      Bo, mimo że sklepy i cukiernie prześcigają się w propozycjach, jak ułatwić nam przejście przez przedświąteczny okres bezstresowo, to my, jak co roku, łapiąc tez czas, co między Jaśkowymi paluchami ucieka, siądziemy do pieczenia ciast, robienia śledzi i zdobienia pierników...

      Makowiec zawijany, sernik i pleśniak...

      Obowiązkowe, bożonarodzeniowe wypieki, robione przez mamę i babcię, przy (nie)pomocy cioci, która wtedy, będąc jeszcze panienką i starając się każdorazowo mieć swój udział w świątecznej gorączce, zawsze i niezmiennie lądowała na ...zmywaku ;-)

      Zawsze chciała zrobić coś więcej, ale jak tylko pierwsze miski wylądowały w zlewie, wiadomym było nawet dla nas, dzieciaków, że nie trzeba się chować po kątach w obawie, że mama zagoni do mycia naczyń, bo jest przecież ciocia...

      Można było spokojnie zając się z powrotem wylizywaniem misek, wkładaniem paluchów do kremu, celem dziesiątego próbowania, a jeśli osiągnęło się wiek godny trzymania miksera, być może nawet kręceniem tego kremu...

      Smak, zapach, ciepło, lekki tłok w kuchni, przepychanie się celem znalezienia jak najlepszego miejsca przy stole, centrum dowodzenia w owym czasie, sprawiały, że każdy z nas, dzieciaków czekał na okres przygotowań świątecznych nie mniej chętnie niż na same święta.

      Ten gwar, rozgardiasz, lekkie poddenerwowanie, czy ze wszystkim zdążymy, czy pleśniak nie zostanie spalony w piekarni (bo tata zanosił ciasta do piekarni, do kumpla piekarza, który najlepiej na świecie potrafił upiec pleśniaka... nasz piekarnik gazowy nie miał najmniejszych szans, nawet mój dzisiejszy, wypasiony, nie daje rady...), czy pierogi będą miały odpowiednio cienkie ciasto (O żesz Matko, co babcia powie, jak będzie za grube), czy w makowcu ciasto nie będzie odstawało od maku (jakby to dla kogoś miało znaczenie...) udzielały się też nam, dzieciakom, przez co nasze policzki były jeszcze bardziej rumiane, a oczy świecące...

      Te i inne "rozterki" wypełniały nam kilka dni przed wigilią.

      Czy ktoś jeszcze nie wie, dlaczego kocham ten dziki, przedświąteczny czas wypełniony wypiekami?

      Bo przenosi mnie w świat dzieciństwa... 

      Jak każda rodzina mamy wypieki, których nic, ale to nic, nigdy nie zastąpi, jak makowiec, czy sernik.

      Bo, nawet jeśli są plany, na miesiąc przed świętami, które nie uwzględniają tych, przecież "corocznych" i "nudnych" już wypieków (zwanych "znowu-to-samo"), to i tak, po dziesiątej korekcie listy, wypadają z niej nowoczesne tarty i inne cuda, a nie wiedzieć kiedy, sernik i makowiec wracają do pierwszej trójki...

      I tak każdego roku...

      Ale czym byłyby święta bez tych przygotowań? 

      Pewnie tym, czym wakacje bez dzieci... Niby fajnie, ale matce cały czas czegoś brakuje :-)

      A dzisiaj coś zupełnie nowego, co pojawia się u nas w bardzo wyjątkowych momentach i jest ukłonem w stronę nowoczesności. 

      Święta, komunie, chrzciny...

      Wyjątkowy i dostojny, elegancki i subtelny...

      Wpasowany w zimowy klimat...

       

      Śniegowiec  

       

       

      ciasto ptysiowe:

      250 ml wody

      100 g masła

      1 szklanka mąki pszennej

      4 duże jaja

      szczypta soli

      biszkopt:

      4 jaja

      1 łyżeczka octu

      3/4 szklanki cukru

      3/4 szklanki mąki pszennej

      1 łyżka mąki ziemniaczanej

      1 łyżeczka proszku do pieczenia Delecta

      masa ptysiowa:

      500 ml śmietany 30%

      300 g truskawek (mogą być mrożone)

      1 galaretka truskawkowa Delecta

      masa do ciasta:

      500 ml śmietany 30%

      1 cukier wanilinowy Delecta

      200 ml jogurtu greckiego

      1/2 szklanki cukru pudru

      polewa:

      150 g białej czekolady

      50 ml śmietanki 30%

      dodatkowo:

      kuleczki zobożowe w różowej skorupce Decorada Delecta

       

      Przygotowanie ciasta dobrze jest rozłożyć na dwa dni. Jednego upiec ptysie i biszkot, a drugiego dnia zrobić resztę. 

      Ciasto ptysiowe:

      W garnku gotujemy wodę z masłem i solą, jak zacznie wrzeć wsypujemy mąkę i energicznie mieszamy, aż masa zacznie odchodzić od ścianek naczynia. Odstawiamy do wystudzenia.

      Do wystudzonej masy dodajemy po 1 jajku, za każdym razem miksując około 2 minut, po dodaniu ostatniego miksujemy ciasto jeszcze 3 minuty.Dużą blaszkę (taką z wyposażenia piekarnika) wykładamy papierem do pieczenia, za pomocą szprycy wyciskamy na papier około 2 cm średnicy kupki z ciasta.

      Blaszkę wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 200 st.C i pieczemy około 10-13 minut.

      Ptysie powinny nieco podrosnąć i ładnie się zarumienić.

      Po upieczeniu wyjmujemy z piekarnika i odstawiamy do wystudzenia.

      Biszkopt.

      Jaja rozdzielamy. Żółtka mieszamy z proszkiem do pieczenia i octem (całość powinna się spienić).

      Białka ubijamy na sztywno, dodajemy partiami cukier i miksujemy do momentu, aż piana będzie biała i lśniąca, bez wyczuwalnych kryształków cukru.

      Białka mieszamy z żółtkami, dodajemy mąkę przesianą przez sitko i całość mieszamy delikatnie.

      Blaszkę o wymiarach około 20X30 wykładamy papierem do pieczenia, przekładamy ciasto biszkoptowe, wyrównujemy wierzch. Pieczemy w piekarniku nagrzanym do 170 st.C około 35-40 minut.

      Wyjmujemy, studzimy i kroimy na dwa placki.

      Krem do ptysiów:

      Galaretkę rozpuszczamy w minimalnej ilości wody.

      Śmietaną ubijamy na sztywno, dodajemy do niej zmiksowane i przetarte przez sitko truskawki (tak, aby pozbyć się większości pestek) oraz wlewamy przestudzoną galaretkę.

      Za pomocą szprycy z końcówką do pączków (taka długa, ostro zakończona) masą nadziewamy ptysie.

      Krem do ciasta:

      Śmietanę ubijamy z cukrem, mieszamy z jogurtem greckim.

       

      Połową kremu smarujemy pierwszy blat biszkopta,  na kremie układamy ptysie (powinno się zmieścić około 24 sztuk, resztę zjadamy :-)). Na ptysiach rozsmarowujemy pozostałą część kremu i przykrywamy drugim blatem biszkoptowym. Delikatnie dociskamy i wstawiamy do lodówki do stężenia.

      Polewa:

      Czekoladę roztapiamy w kąpieli wodnej lub kuchence mikrofalowej, mieszamy ze śmietanką i rozprowadzamy na cieście.

      Dekorujemy różowymi kuleczkami zbożowymi Delecta.

      Kroimy na porcje i podajemy

       

       

       

       

       

       

       

       

      Smacznego :-) 

      Przepis na wypiek… ot tak… prosto z serca!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „Śniegowiec”
      Tagi:
      Autor(ka):
      mamajulki080506
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 05 grudnia 2016 08:38
  • wtorek, 29 listopada 2016
    • Śliwka w czekoladzie

      Czasami ma wrażenie, że czas ulega rozciągnięciu. Albo pracuję na jakimś "spidzie".

      Jak inaczej wyjaśnić, że po powrocie do domu o godzinie 15.30, po 40 minutach jemy z dziewczynami pizzę (zrobioną od zera, nie taką zamówioną z pizzerii), gotuję ogórkową na następny dzień i jeszcze piekę ciasto...

      W tak zwanym "międzyczasie" pomagam dziewczynom odrobić lekcje, bawię się z Jaśkiem, który jest mega marudny ostatnio (jakieś 3 miesiące już, bo nieustannie "idą zęby"), wiozę Julkę na akrobatykę i przywożę (moje młodsze dziecię zostaje z jeszcze młodszym; na szczęście zajmuje mi to max 9 minut) i mam ogarniętą chałupę...

      Ba, wieczorem zaległam na łóżku i obejrzałam "M jak miłość"...

      Czy ja już napisałam, że mój ślubny pracował do 18.00, a potem wylądował na służbowej kolacji???? Nie?

      No, właśnie, wczoraj byłam sama...

      Aha, i moje adwentowe postanowienie "nie drzeć ryja" pod żadnym pozorem, od niedzieli wciąż jest aktualne!!!

      A tak na osłodę, której bardzo, ale to bardzo ostatnio potrzebuję, szybkie brawnie ze śliwkami... taka śliwka w czekoladzie...

      Rany, nie napisałam, że wczoraj jeszcze fotki do tego przepisu ogarnęłam. Postanowiłam nie narzekać, że światła naturalnego nie ma i wykorzystać to, co daje akurat czas, czyli nasze małe kuchenne ledy wmontowane pod szafkami. 

      No i tak...

      Mamy super ciacho i zdjęcia, z których jestem zadowolona.

      Foty takie, że mam ochotę dodać je do konkursu, o tutaj , i nie zawaham się zawalczyć o aparat Olympus E-PL8. 

      Mieszkanie ogarnięte (niani można było spokojnie otworzyć dzisiaj drzwi), dzieci dopilnowane i mąż... hm, zadowolony :-) *

      To po tym przechwalaniu się, zapraszam po przepis.

      Tak łatwy, że robimy to ciacho "przy okazji" i "bez okazji".

       

      Śliwka w czekoladzie

       

       

       

      200 g masła

      200 g gorzkiej czekolady

      150 g śliwek suszonych (wybierzcie te miękkie, nie "suchary")

      1 łyżka przyprawy do piernika

      3 jaja

      szczypta soli

      50 ml ciemnego rumu

      150 g mąki pszennej

       

      Śliwki siekamy i zalewamy rumem. Masło i połamaną na kawałki czekoladę umieszczamy w rondelku i podgrzewamy do całkowitego rozpuszczenia.

      Studzimy, dodajemy jajka i energicznie mieszamy. Dodajemy wszystkie pozostałe składniki, jeśli śliwki nie wypiły całego rumu, to wlewamy go do

      ciasta, mieszamy dokładnie łyżką  i przelewamy do keksówki wyłożonej papierem do pieczenia.

      Pieczemy w piekarniku nagrzanym do 160 st.C około 35 minut. 

      Z brawnie jest ten "problem", że możemy je bardzo łatwo "przepiec", czyli zbyt długo trzymać w piekarniku. Ale nawet jesli nie traficie w punkt, ciacho

      i tak będzie ekstra smakowało.

      Studzimy, kroimy na porcje i podajemy. Jeśli podacie je z lodami, to będzie już totalna rozpusta. 

       

       

       

      * znacie ten dowcip o babie, która wieczorem kładąc się do łóżka przypominała sobie, czy wszystko zrobiła? Kto nie zna, niech poszuka na necie...

      zBLOGowani.pl

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Śliwka w czekoladzie”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mamajulki080506
      Czas publikacji:
      wtorek, 29 listopada 2016 08:08
  • poniedziałek, 28 listopada 2016
    • Płonące naleśniki pomarańczowe

       

      Naleśniki i gofry...

      Najczęściej goszczą w naszej kuchni. Właściwie nie potrzebuję przepisu, bo wszystkie składniki odmierzam na oko... Zawsze się udają...

      Dzisiaj naleśniki w wersji "de luxe"...

      a co...

      odrobina luksusu po powrocie z pracy należy się styranej matce...

      Szybkie do zrobienia, to bardzo duży plus :-)

      Jak chlusnęłam rumu na patelnię i podpaliłam, to faktycznie musiałam uważać na rzęsy... Dobrze, że za blisko nie stałam, nie przepadam za zapachem palonego włosia...

      Bardzo, ale to bardzo Wam polecam... Przepyszne!!!

       

      A czym najlepiej uchwycić płomienie? Może nowym aparatem Olympus E-PL8, o który można zawalczyć tutaj 

      Płonące naleśniki pomarańczowe

       

       

       

      Ciasto naleśnikowe

      1 szklanka mąki

      2 szklanki mleka

      szczypta soli

      1 jajko

      1 łyżka oleju


      Wszystkie składniki miksujemy, ciasto odstawiamy na 15 minut, a następnie na patelni smażymy cienkie

      naleśniki.

       


      Syrop pomarańczowy

      1/2 szklanki świeżo wyciśniętego soku z pomarańczy (1-2 pomarańcze)

      1 łyżka soku z cytryny

      3 łyżki cukru

      2 łyżki masła


      dodatkowo:

      50 ml ciemnego rumu

       


      Na patelni rozpuszczamy cukier, Staramy się go nie mieszać, a jedynie delikatnie poruszać patelnią. Kiedy

      osiągnie lekko brązową barwę (należy uważać, aby się nie przypalił), dodajemy sok pomarańczowy, sok z

      cytryny i masło.

      Wszystko podgrzewamy do momentu, aż wszystkie grudki cukru utworzone po dodaniu soku zostaną

      rozpuszczone, a całość zamienni się w gęsty syrop.

      Nie wyłączając ognia, w syropie maczamy poskładane w trójkąty naleśniki. Każdy naleśnik musi być

      porządnie zamoczony w syropie, następnie odsunięty na bok, aby można było namoczyć kolejnego. Mając

      4 naleśniki na patelni, wlewamy rum i szybko podpalamy alkohol. Radzę uważać podczas zabaw z

      ogniem...

        W momencie, kiedy ogień zgaśnie, naleśniki są gotowe do serwowania.

      Możecie spokojnie podać je na patelni, założę się, że znajdą się tacy, którzy będą chcieli ją wylizać :-D

       

       

       


      zBLOGowani.pl

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Płonące naleśniki pomarańczowe”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mamajulki080506
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 28 listopada 2016 07:58

Kalendarz

Grudzień 2016

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 31  

Wyszukiwarka

Autorzy

Zakładki

  • Ulubione

Kanał informacyjny

kontakt: agnieszka.czapska-pruszak@wp.pl Agnieszka Czapska-Pruszak ul. Prusa 24A/1 64-920 Piła tel. 664 426 446
Durszlak.pl Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów
zBLOGowani.pl
Odszukaj.com - przepisy kulinarne
my foodgawker gallery
Blogi